");
Zakochana Anielica


światło w głebi mojej duszy
mala iskierka zaraz sie wypali
mrok zakrył moje wnętrze
ciemność tam w środku zadomowila się
i chyba dlatego nie odczuwam smutku

niczego nie żałuję

nawet wtedy,gdy zyję z upartą świadomoscią
że byłeś dla mnie wszystkim,ja dla Ciebie niczym
teraz lubię,gdy odwiedza mnie moja tęsknota
dleikatną dłonią cieszy dotykając wspomnień
chcę powoli w zupelną ciemnosć się wtulić

chcę być zapomniana,nie istnieć dla was wiecej
nie chcę tego serca co jeszcze szczątami coś czuje
tak mi ciemność nakazuje więc tak zrobię
lecz,gdy otwieram oczy,płaczę bo widzę
wszystko co tak boli
to ból mojego istnienia


smak krwi
gdy z miłości uczucia szaleją
gdy serce z rozumem się brata
z największej pokory niezgoda
z myśli szaleńczej - śmierć
Gdy słowo nieszczęścia w ciele utula
dotyka skradzionej przeszłości
i z gwiazd krwawą wyczytuje przyszłość
o losach niedoszłych bojów
gdy z ust wydobywa się krzyk cierpienia
a demon w obolałym ciele szaleje
kochanek pytanie zadaje...
Czy jest coś gorszego od nieodwzajemnionej miłości?


przez całe życie szukałem ludzi,
lecz gdy ich w końcu znalazłem,
sam zapomniałem jak być człowiekiem
a upadłszy z jednej dłoni takim już aniołem pozostałem...


jakim że Aniołem czy człowiekiem jestem
skoro nie potrafię nawet bronić i pomagać ludziom?
czy ja myślę czy to tylko pieprzone złudzenie?!
złudzenie
że żyję
to coś co mogę nazwać życiem
bo tylko życie
to pieprzone złudzenie
które nie istnieje
tak jak i ja nie istnieję!!


nieprawdziwym snem śnię
i nie czuję smaku życia
zapach słów uciekł w mrok ciszy
nieprzerwanej łez tysiącami...
krętą ścieżką podąża mój ślepy cień
poznaje dobro i zło
w krzykliwych znakach cierpienia
chcę w krwi utopić swoje smutki
lecz widok ran większy ból przynosi
nikt widoku ich nie zniósł
więdnących samotnie kwiatów
one płaczą płatkami
ja - marzeniami...


krew z ramion Twoich starli
zacierając ślady swojej nienawiści
w atmosferze unosi się
dym palonej nadziei
wolność zakuli w kajdanki
dobro zawisło na szubienicy
pozwolili oddychać rozpaczy
nie poznaje cię świecie
tkwisz w martwej zadumie
jakby ktoś zagładę pod Twe drzwi złożył
nie wierzysz własnym oczom
-oceanom w których utopiłeś marzenia
widmo śmierci spaceruje naszymi ulicami
zabiera dzieci bawiące się przed domem
staruszków siedzących na ławce
zakochanych, szczęśliwych, niewinnych...
zrób coś

"krople mroku"
czarne pnącza na murach oziębłych
w niebo w rosłych pazurem jastrzębim
nocy wyłom w księżyca blasku
tak dziwnie lekkim
w swej bieli - gołębim
w zwodniczo rozkwitłej jasności
złowieszczo mglista poświata
to dusza i serce ciemności
to ostateczności jest data
strzeliste okna katedry
komnaty wyryte cierpieniem
w cieniach sal tortur tonące
kolumny skrwawione milczeniem
brama jak wstęp do wieczności
strzeżona przez Charona straże
hadesu rzeka nicości
spowite blaskiem ołtarze
wśród cieni harpie koszmarne
mgły opętańcze anioły
grobowej ciszy - postacie mocarne
tęsknotą suto zasłane stoły
nietoperzy wisielczy trzepot
zimnego marmuru tafle
- strachu chłód - sumienia pot -
witraży prześwity bezbarwne
łzami zmrożone postacie
pękające ściany - symbole minionych lat
drzemiące ślady istnienia
to świat ...
mej duszy gotycki - samotny świat ... .

życie to piekło,
w którym smażą sie ludzie.
niebo to raj,
w którym odpoczywają Anioły....


nad głową mam
aureole i złocisty pył
u ramion jasno-białe skrzydła dwa
czy to ja
czy to ja
jaką mam dla Ciebie być
a jaką sama chcę istnieć
chyba wiem chcę pozostać właśnie taka
idealna, doskonała
mimo, że mnie sobie tylko wymyśliłeś
więc jestem kim? która z nas jest ta idealna, a która realna
u ramion skrzydła mam dwa
nie to nie mogę być ja
odziana w szatę białą
to nie jestem ja
myślę tylko skąd mogę ja znać?
tak bliska mi lecz nie ja
wymyśliłeś mnie, ustaliłeś jaka mam być
więc która z nas na pewno żyje
na pewno jest

"chodząc po ludzkich grobach
myśląc o nich i o Tobie
walczyłam z samą sobą
poddać się? pytanie.
nigdy!
tylko Ty możesz mnie stąd zabrać.
zabrać tam gdzie już zawsze będzie nam razem dobrze.
unieść się do nieba, na skrzydłach
tęsknoty.
zaszywając usta nicią złotą
aby odgłos echa krzyku się nie roznosił.
wierzyć w czas lepszy,
w jego nadejście.
pluć w twarz wrogowi
który sypie piaskiem w oczy
wierzyć w niebo i ziemię
na grobach zapalić świecę.
i wierzyć...
i w wierze..."

łzy anioła
oczyszczają obarczoną duszę
koją wlewane w nią uczucia
rzeką sprzecznych emocji
podsycając płomień
wydają me światło
z pośród gęstej mgły
czując Wasze myśli
słysząc słowa
trwam
wlewane żale
zamykam w spokojnej toni
ofiarowując
cienką nić zrozumienia
ukazuję jedną z wielu dróg
do wewnętrznego spokoju
wylanych łzami anioła
czarne dziury czasoprzestrzeni
niespokojny umysł
książe białego złota
otwiera księgę nieskończoności
serce trawi ogień zniszczenia
pod taflą jeziora słów
góra śpiących węży
upadłego słońca cień
powiew wiosennego świtu
zagubionej gwiazdy ślad
szlakiem wylanych łez

Czarne Anioły
On dziś cierpi mym cierpieniem,
krwią naszych ofiar płacze
Czemuż myśmy ich zabili?
Przecież to niewinne dziecię płacze
Białe, ciepłe
dobre duchy
Już nie lękam się Was....
My czarne anioły...
Nie zniszczycie Nas...
Z prochów Naszych powstaną nowi...
Nie pozbędziecie się Nas...
My czarne anioły
zniszczyliście Nas
Lecz już Was nie ma
I wiedzcie jesteśmy wygrani...
A wy przegrani
To my triumfujemy wśród gwiazd

Walka była długa i męcząca
Anioły pokoju zamieniły się w Anioły śmierci
Brutalne mordy toczyły się na zamku
gdzie Bóg miał do tego nie dopuścić
Szatan swój śmiech drwiący srogo rozpoczął
Cóż począć mogłam ja wśród
Czerwonej krwi na białych szatach?
Wzięłam miecz
Zabiłam szatana
Anioły które zabijały musiały cierpieć
Zostały ludźmi
Cóż za zniewaga...
Ja sama nie wiedziałam
znów wróciłam do siebie
Lecz za nim tego dokonałam
Zostałam gdzieś daleko wysłana
Długo błąkałam się
po świecie nienawiści

Przemiana Aniołów
Bóg wystawił nas na próbę
Między złem koniecznym
A dobrem serc naszych
Poranek był to całkiem ładny
Na niebie nie było już żadnej gwiazdy
Słońce świeciło białym blaskiem
Śnieg padał wtedy jak i każdym rankiem
Polecieliśmy wnet na zwiady
My wtedy jeszcze nie ludzie
Przez szorstką, a jakże zarazem miękką
Mgłę musieliśmy się przebić
Pamiętam tyle...
Nagle słyszę
Krzyczy ktoś, że nas wybije
Szybko obróciłam wojskiem całym
Pióro czarne poleciało z mych białych skrzydeł
Wśród Aniołów to zły znak
Toczyć walkę zaczęliśmy na próżno
Gdy przeciwników - ludzi
Zniszczyć się nam udało
Bóg stąpił z Niebios i powiedział:
Od tej pory jesteście CZARNYMI ANIOŁAMI
Za to co żeście uczynili, ludźmi być będziecie
Jakże Boże to sroga kara!
Ludźmi, najgorszymi istotami
Dobrze będziemy nimi jeśli tak powiadasz
Od tej pory wojsk już nie ma
Ludźmi się staliśmy słusznie
Za śmierć tym razem niewinnych
Teraz czekam na powrót do domu
By znów czuć zapach Nieba

"Ginę, powoli tracę siłę...
Nicość codzienności zabija mnie...
Odbiera mi siły, sens życia...
A kiedy nicośc ta znika...
Zostawia w mym sercu chaos, zamęt...
Wtedy wiem kim jestem...
Czuję nicośc, pustkę...
Mówia, że jestem niepowazna...
Ale to jest moja linia obrony...
Bez niej bym zginęła...
Mówią, że jestem popierdolona...
Tak ma być! Żeby oni uważali, że są normalni...
Ktos musi być świrem...
Ja nim jestem...
Jestem samotynym świrem, który powinien leczyć się u psychiatry...
Apogeum nadejdzie z chwilą śmierci...
Wtedy to odsłonię się i zdejmę pancerz...
Widok ten będzie przesladował ich do końca...
...A pewnego dnia odejdę...
I tysiące twarzy będzie stać...
Nad moim grobem...
Tysi±ce kłamliwych łez...
I deszcz kapiący na moją trumnę...
To niebo...
Tylko ono mnie znało...
Tylko ono płacze tak naprawdę...
Inni się rozejdą zostanę sama...
I tylko moje myśli...
A i Ty zapomnisz i będziesz żył dalej...
Teraz wiem, jak czuje się...
Biała kartka pozbawiona treści...
Pozostaje nam czekać, aż pewnego dnia...
Zostanie napełniona po brzegi...
Atramentem serca...
...Nie mówię nic i odchodzę...
Odchodzę nie żegnając się...
Nikt nie płacze, choć odchodzę...
Nikt nie krzyczy: ZOSTAŃ...
Bo tylko ja odchodzę z tego świata...
I nikt inny..."

Ostrym szkłem przecinam nadgarstek
Ciepła krew kapie na podłogę
Oddech zwalnia
Chowam oczy za powiekami śmierci
Już nikt z pomocą nie przyjdzie
Bólu nie czuję
Odlatuję w odmęt wieczności
Odeszłam...
Stygnące ciało pozostało na ziemi
Pozbywam się jego ciężaru
Otwieram oczy daleko z tąd
Otwieram w raju

Leży na ziemi... szklistym wzrokiem, wpatruje się w niebo.
Nie pamieta! Było one jego życiem... nie pamięta... powrotu...
Pozostanie wśród ludzi na wieki...
Skaził się ich cierpieniem
Nie promieniuje anielskim blaskiem.
Zszarzała twarz, nabiega łzami...

Załatany człowiek
Żyje dalej.
Wpojono jej śmiech..na nowo...
Nakarmiono nadzieją.
Dano duszę czystą, naiwną...
Jak małe dziecko, poznaje prawdziwy świat.
Dawne znamie, blizny cierpienia...
One nie dają, zapomnieć!
W dni smutku, płaczą, szklistymi łzami...

Dzisiaj w nocy wyrzekłeś się mnie
Kara cię nie minie!
Sprowadzę na ciebie plagę, sprowadzę ból i płacz
Moje serce nie zna litości!
Moje serce niczego się nie boi...
Podetnę ci gardło spragniona twojej słodkiej krwi
Będę patrzać jak się kończysz jak wychodzi z ciebie dusza
Moje srece nie zna litości!
Moje serce niczego się nie boi...
A gdy spytasz- dlaczego?... Z pieprzonego uczucia!
Z mojej chorej miłości
Moje serce nie zna litości!
Moje serce niczego się nie boi!

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił,
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
Po części bowiem tylko poznajemy,
po części prorokujemy.
Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem dzieckiem,
mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko,
myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
wyzbyłem się tego, co dziecięce.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość
- a z nich zaś największa jest miłość.

Apel do istot kochających
"Jesli wiesz jak calowac okalecz swoje usta
Jesli wiesz jak dotykac odetnij swoje rece
Jesli wiesz jak patrzec wydlub sobie oczy
Jesli wiesz jak kochac odejdz ode mnie
Jesli nie wiesz tego zostan ze mna na wieki"

Uśpię swe zmysły
Nie widzę... nie słyszę... nie...
Zamknę swoją duszę w klatce
Nie pozwolę jej śnić, marzyć... nie pozwolę...
Przywiążę swe serce liną do duszy,
By nie pragnęło... nie kochało... kochało...
Aniele Boży, Stróżu Mój...
Pozwól mi...

Ona umiera... inna się rodzi...
Stoi samotna patrząc w puste okno
Noc przynosi złe wspomnienia...
Zamknięta w czterech ścianach
Szuka wyzwolenia.
Zabrakło łez.. blask w oczach zgasł...
Zamknięta w swym umyśle
Prowadzi własne życie
Nie świadoma co się wokół niej dzieje
Nikomu nie znana.. nikomu nie zrozumiana...
Zamyka oczy.. zapada w sen...
z którego nie dane jej się już budzić
Rzeka krwi uniosła Ją w nowy świat
Tam Ona się śmieje... radosna jak nigdy!
Tu wszyscy płaczą i patrząc w niebo pytają
Czemu Ona odeszła?
I czy kiedyś wróci...

W szczelinach rozerwanej skóry
gromadzi się krew
Widziałeś wszystkie blizny
na mych rękach
Dlaczego pozwolileś
by i z Twojego powodu
znalazła się tam
jeszcze jedna...?

Pierwsza tabletka
By ból minął...
Druga tabletka
Bo pierwsza nie chce działać...
Trzecia tabletka
By Zapomnieć...
Czwarta tabletka
By nie myśleć...
Piąta tabletka
By poczuć się błogo...
Szósta tabletka
By zasnąć...
Siódma tabletka
By się już nie obudzić...

Wiem nie byłeś tego wart
Chociaż dziś odchodzę
Kocham cię
Teraz kiedy tracę puls
Umieram po raz pierwszy
Nie wiem jako to jest
To się dzieje w mojej krwi
Zobaczę czy tak boli
Czuję że tego właśnie chcę
Klęcząc obok twoich strup
Pogrążyłam siebie
Nie mam już swojej godności

Moja miłość....
Bezsensowna....
wierna tylko marzeniom.... których nie ma...
ufna nadzieji.... która ulecialą
całkiem bez przyszłośći....
Moja miłość nieodwzajemniona.
Dla Ciebie już nic nie znacze.
Poddałam się.
Znikam.....
Znikam z Twojego życia. Zgasiłam iskierke....
Moze kiedyś jeszcze zapłonie?może...
Moze jeszcze bede kiedyś szczęśliwa?
wątpie...
Nie bez Ciebie...Kocham Cię. banalne...
A moje serce bije bo musi....
Potoki łez...czasami aż ich brak.
To ja...to Tylko ja....

udawaj że mnie kochasz..
nie rozczarowujmy świata..
a gdy przyjdzie jego koniec..
niech się kończy nieświadomy..
udawaj, że mnie kochasz..
bym mogła spojrzeć w oczy tym... którym przyrzekałam.. że nic nas nie rozłączy..
okłamuj mnie z całej siły.. bym się nie domyśliła, że nas już nie ma..

jeśli zechcesz odejść ode mnie
nie zapominaj o uśmiechu
możesz zapomnieć kapelusza
rękawiczek notesu z ważnymi adresami
czegokolwiek wreszcie - po co musiałbyś wrócić
wracając niespodzianie zobaczysz mnie we łzach
i nie odejdziesz
jeśli zechcesz pozostać
nie zapomnij o uśmiechu
wolno ci nie pamiętać daty moich urodzin
ani miejsca naszego pierwszego pocałunku
ani powodu naszej pierwszej sprzeczki
jeśli jednak chcesz zostać
nie czyń tego z westchnieniem
ale z uśmiechem
zostań

Szklanka... do połowy pusta
Boję się
Twoich gestów i głosu
Swojego wzroku i słów
I tych wszystkich spalonych mostów
Tego że nie ma powrotu już
Coś zostało powiedziane
Słowa niesie wiatr
A ja zdjęłam obojętności płaszcz
Z deszczem i łzami spłynął sztuczny image
Szklanka... po do połowy pełna
Chcę
Tak bardzo pragnę przestać się bać
Spod fluidu gierek i udawania
Wygląda spłoszona twarz
Ja... to jestem prawdziwa ja
Zdjęliśmy wszystkie maski
Więc teraz nie wypada nam grać
Dziś już wiem że nawet gdyby było to możliwe
Nie chciałabym by cofnął się czas
Szklanka.... stłuczona
Strąciła ją dłoń
Próbując schwycić rozsądek
Ale on się obraził i poszedł stad
Odłamki szkła utkwiły w sercach nam
I czasem będę płakać poczujesz jak tężeje ciało
Zobaczysz w moich oczach strach
Będę uciekać krzyczeć będę się bać
Ale przecież wrócę gdy w pustym pokoju zostaniesz sam
Niosąc szklankę gorącej herbaty na której odcisnął się złączonych ust naszych ślad

Za jeden most do Ciebie
Oddałabym dusze diabłu
By słowa rozsypane jak gwiazdy
Rozgryźć milczeniem
By zrozumieć ciszę w Twoich oczach...

Jeśli jest tak jak mówisz, to pokaż mi tą miłość.
Czemu jej nie czuje?
Jeśli kiedyś jeszcze pomyślisz, że mnie kochasz, to nie obawiaj sie wspomnień.
Pamiętaj, że gdy zapragniesz być przy mnie, ja będę tu na Ciebie czekać...
Jeśli masz juz dość życia i tych szarych, smutnych dni, wtedy pomyśl o mnie.
Pomyśl o mnie...

Prosze, nie zapomnij, że gdzieś tam daleko jest ktoś, kto pocichutku, na przekór wszystkim kocha Cie z całego serca....

Po drugiej stronie słysze Twój głos.
Jednak sa słowa, których nigdy nie wypowiesz.
Sa słowa, które ranią.
Sa słowa nieprawdziwe.
Słowa innych, które zniszczyły nas, nie dajac najmniejszej szansy.
Sa tez słowa, które musza istnieć bym mogła żyć.
Sa słowa, których nie da sie już cofnac i zapomniec.
Sa słowa których nikt nie jest w stanie mi odebrać.
Słowa, które mówiłes, że beda żyły w nas już zawsze.
Dzis wiem, że były to tylko słowa...

Oto ja na zawsze, jeden z zagubionych
Ten jeden bez imienia, bez szczerego serca za przewodnika
Oto ja na zawsze, jedyny bez imienia
Te wersy ostatnim wysiłkiem, aby odnaleźć stracone życie
Och, jakbym chciał, poczuć kojący deszcz
Wszystko czego bym chciał to marzyć ponownie
Me ukochane serce, zagubione w ciemnościach
Za nadzieje oddałbym wszystko
Mój kwiat, zwiędnięty pomiędzy, drugą i trzecią stroną,
Jedyny i wieczny rozkwit zaginął z mymi grzechami
Podążaj ciemną ścieżką
Śpij z aniołami Wezwij przeszłość na pomoc
Dotknij mnie swoją miłością
I odkryj mi moje prawdziwe imię
Och, jakbym chciał, poczuć kojący deszcz
Wszystko, czego bym chciał to marzyć ponownie
Me ukochane serce, zagubione w ciemnościach
Za nadzieje oddałbym wszystko
Och, jakbym chciał, poczuć kojący deszcz
Och, jakbym chciał marzyć ponownie
Jeden raz o wszystkim i wszystko za ten jeden raz
Nemo, moim imieniem już na zawsze
Nemo żegluje ku domowi
Nemo poddaje się
Oh, jakbym chciał...

Z Tobą odeszły Anioły
Odeszły złe chwile i dobre
Odeszła wiara i miłość
Zbudziła się rozpacz
Zbudził się strach
Przybyła Moriena by zabić mnie w snach
Lecz to niej jej się lękam najbardziej
Gdyż ona tylko ukojeniem mych smutków została
Boję się Ciebie, gdyż wiem, że kiedy odwrócę głowę
I zapomnę o przyrzeczeniu
Ujrzę Cię tam niczym piękną zjawę
I pójdę wraz z Tobą
Zostawię swe życie rodzinę przyjaciół
Oni nie będą się liczyć...
Gdyż wtedy pomyśle sobie, że do szczęścia
Nie trzeba mi nic więcej
Tylko delikatnego dotyku Twych rąk
I słodkiego smaku ust Twych...
Lecz za każdym razem gdy się odwracam nie widzę Ciebie
Widzę ludzi, rzeczy...
Nicość
A chcę tak bardzo byś znów był ze mną
Że aż chorobliwa samotność
Rozpiera me serce
Kochać już nie potrafię...
Bo kochałam tylko Ciebie
Szczerze i prawdziwie
I tylko Tobie oddałam wszystko co mam...
Tak jak Ty oddałeś mi więcej niż masz...
Ty dobrze wiesz...
Czuwasz nade mną
Czuję to...
Ja zapomniałam już jak to jest
Śmiać się szczerze
Tak prawdziwie
Bez sztuczności...
Tak jak Ty to robiłeś...
Nie chcę byś dłużej mnie dręczył
Więc błagam Cię
Odejdź daj mi żyć!!!
Bo póki jesteś tu
Ja szczęścia nie zaznam...

Z Tobą odeszły anioły
Jest noc w ogromnym domu
Umierałem i wołałem do nich
Nie ma nas, nie ma nas
Nie ma nas...
Płynie miasto a ja w nim tonę
Białe mury upadły i koniec
Brud dookoła i sam na ulicy
Kiedy krzyczę, kiedy krzyczę
Nie ma nas...
I tak wszystko to co mam jest w naszych sercach
Nie ma nas...
Eli Lama Sabachtani, eli, eli...
Z Tobą odeszły anioły
Z Tobą odeszły anioły
Nie ma nas, zostałem sam, sam
Zostałem sam, sam...

czy anioł zlatuje na ziemię
z ramionami jak do uścisku
a zleciawszy wśród trawy drzemie
na szerokim wichrowym lotnisku
czy to chmura zapłonęła w górze
czemu rosa na trawach czerwona
anioł zleciał na płonącej chmurze
otwierając szeroko ramiona

czy anioł zlatuje na ziemię
z ramionami jak do uścisku
a zleciawszy wśród trawy drzemie
na szerokim wichrowym lotnisku
czy to chmura zapłonęła w górze
czemu rosa na trawach czerwona
anioł zleciał na płonącej chmurze
otwierając szeroko ramiona

Poznaj moj umysł... - A znajdziesz setki kul...
Poznaj moje serce... - A odkryjesz tysiace ran...
Poznaj ma dusze... - A zobaczysz miliony imion dla ktorych już nic nie znacze...
Poznaj moje mysli...- A zobaczysz jak trudno życ w samotnosci..
Rozpoznasz mnie wsrod tłumu?

Krwawe smugi na ścianie,
Plamy życia konania,
U stóp moich ciało,
Czerwień je oplata.
Obok żyletka bezwładna,
Na dłoniach dwie wąskie rany.
Bramą wolności zwane,
Przez innych hańbą przezwane.
Krzyż rzuca swój cień,
Anioł śmierci przybywa,
Uwalnia duszę zgubiona,
Bez sądu do piekła zabiera.
W jaskinie bólu i męki,
Sennych koszmarów stolicę.
Na nic ucieczka się zdała,
Wolność nie jest nam dana?

Przeobrażam myśli w rany krwawiące
Boli, ciągle boli me ciało spalone
Ja między krzyżami w pierwszym śniegu chodzę
W zadumie czytam napis na grobie
Tutaj wieczysty porządek ciemności
Jeden, ostatni nędzny sen człowieka
Tuż obok dziecko co klęczy nad życiem
Które kula z ołowiu przed chwilą skradła
Dlaczego tak bardzo mnie boli codzienność
Istnienie, przemijanie, odejście bliskich
Mierząc lodowatym spojrzeniem
Wyssałaś ze mnie całą radość
Zachłannością spragnionych ust
Szepczesz słowa mi nie słyszane
A ostrze się wbija w me łzy nieprzelane
Rysuje ścieżki na twarzy mojej
Zemstę słodką Ci przygotowałem
Bo łzy strachu nie przyniosą ukojenia

Słone łzy z twarzy powoli ocieram,
Co bólem pieszczą me otwarte rany.
Po uschłym ciele krople krwi płyną,
A dusza ma smutkiem zalewa się cała.
Gdy oczy otwieram wita mnie mrok,
Tak już znajomy, ukochany tak.
W mroku tym czarna rzeka kłamst płynie,
W których kąpałem najbliższych od lat.
I drzewa cierpienia tuż obok wyrosły,
A między nimi ustawione trumny.
W nich leżą ludzie, ofiary moje,
Które z mej rzeki zaczerpnęły łyk.
Wybaczcie więc dzisiaj za grzechów tyle,
Na pożegnanie rozgrzeszcie mnie.
Jam królem i sługą was wszystkich sie stałem,
Smutkiem ma dusza oplotła się.

Słodkie nektary życia spijając
Zabijasz mnie bez przyczyny
Poprostu tak dla porządku
Nie znając powodu i sensu - umieram
Gubiąc się w labiryncie nadziei
Wypatruję drzwi do obiecanego raju
Dusza ma błądzi w ciemnościach przez zło opętana
A myśli me zrywają się z nabitego gwoździa
Czy słyszałeś krzyk rozdzierający duszę?
Niestety, milczeniem nie da się krzyczeć
Marzenia me już przestały istnieć
A ja w ciemności odrodzę się na nowo

Mówili że nie jest źle na świecie
Że życie tak fantastyczne i piękne
Niepoprawni optymisci - dzień dobry, przepraszam
Malarze świata i impresjoniści
Byle więcej kolorów, by zamalować rzeczywistość
I ukryć swe twarze powykrzywiane od zawiści
Lecz także oni w końcu głowy pochylą
Zwykli, bezsilni i kłamliwi ludzie
W desperackiej ucieczce od rzeczywistości
Dalecy od bólu, dalecy od miłości
Biją ich tylko stwardniałe serca
By mogli przeżywać, by mogli brnąć dalej
Umiera świat, który nigdy nie istniał
Kończy się era, która nigdy się nie zaczęła
Przeszłość archaiczna, przyszłość abstarkcyjna
Odległe niczym szczury w dwóch końcach labiryntu
Żyje w tym świecie tak dziwnym dla mnie
Chciałbym jak Ty go normalnie odbierać
Dać się oszukać, pozwolic porwać rzece
Dołączyć do was marionetki naiwne
Lecz sam tak daleko, płaczę bezustannie
Ide przez życie z chaosu wyjścia szukając

(...)BÓG DOBRZE WIE DLACZEGO DŁAWI MNIE WSTRĘT DLACZEGO STRACH NABIERA MOCY I ZNIEWALA ROZUM NA PEWNO KAŻDY CHOĆ RAZ UTRACIŁ WIARĘ JAK JA OBYM NIE BLIŻEJ STAŁA SENNEGO DNIA W KRÓLESTWIE MROKU
(...) GINIE NADZIEJA I MOC ROŚNIE APETYT NA ZŁO ZWYCIĘŻĄ CI, CO NIENAWIŚCIĄ SILNI SZYDZĄ Z INNYCH NAD MIASTEM WYRÓSŁ JAK KRZYK I ZAMKNĄŁ DROGĘ DO GWIAZD OGROMNY WSTYD I STRACH PRZED CISZĄ ETERYCZNĄ
MIMO ŻE ZGUBIŁAM SIĘ MIMO ŻE ZABRNEŁAM W MROK WYMIESZAŁAM Z BŁOTEM KREW OCALEJĘ MIMO TO TRZEBA UPRZYTOMNIĆ SOBIE ŻE NAWET KIEDY WSZYSTKO STRACI SENS ZNAJDZIESZ PRZESTRZEŃ GDZIE WIELKA WIARA TŁUMI LĘK
I JEŻELI TAK MA BYĆ, ŻE POMIMO WSZYSTKO JA WYDOSTANĘ SIĘ TO CHYBA WARTO WIERZYĆ
MIMO ŻE...

I nagle skończy się to wszystko w co wierzysz...
Co kochasz zasypie śnieg...
Dziki uniesie Cię wiatr...
Upuści Cię nagle...
Uderzysz!!!
Ufałeś mu tak...
Ale Ty nigdy nie poddasz się...
Nie wierz nigdy nie...
W tych co ciągle udają i ciągle uśmiechają się...
Nie wierz nigdy nie...
W to niebo, które zawsze niebieskie jest...
A ty nigdy nie poddasz się...
Chcesz zabić i zniszczyć, zniewolic nienawiść...
Ja też!!!

Wycinam kolejne znaki...
Choć czuje jak bardzo to boli...
Choć widzę jak krew z mych ran płynie...
Nie przerwę...
Swego natchnienia...
Co razem z żyletą po dłoniach lekko płynie...
Po fakcie ocieram ręce...
Z ran krwawych śladów...
Składam je równo w podzięce...
Że nie zabiłam się od razu...
Że tym razem, choć blisko...
Kresu życia byłam...
Powstrzymałam się...
Dlaczego?
Może w cos wreszcie uwierzyłam...
Może ostatni raz...
Szansę sobie dałam...
Wiem jedno...
Następny raz...
Końcem będzie i dla was...
Gdy znów sięgnę po zbrodnie...
Nie powstrzymam się na pewno...
Zginę...

wiersz autorstwa Fallen Soul...
Gwałcisz me ciało,choć wiesz że to boli... Mówisz:"Wszystko będzie w porządku" Ale ja wiem że nie będzie... Nie będzie juz nigdy...
Twe słowa mnie ranią... Wyrwałeś mi serce... Kazałeś się kochać... Dlaczego tak boli...?
Topię się we krwi... Duszę się obłudą... To nie jest złudzenie... Czy potrwa to długo...?
Już się nie boję... Juz mnie nie boli... Niczego nie czuję... Rana sie zagoi...
Płaczesz nad ma trumną... Mówisz,że nie chciałeś... Spróbuj to naprawić... O tym zapomniałeś...
Kocham Ciebie bardzo... Kocham ponad wszystko... Choc me ciało umarło... Ja zostanę...na zawsze...

Zmarła!?
Słabe iskry życia,
które tliły się jeszcze w jej oczach,
zupełnie znikły,
a zamiast nich pojawiło się puste,
niewidzące spojrzenie...
Miesiąc temu przecięła sobie nadgarstek.
Czy zrobiła to, bo chciała umrzeć?
Czy po prostu chciała zwrócić uwagę?
Jeśli naprawde chce umrzeć,
zostanie tam gdzie jest...
Jeśli chce żyć,
musi znowu się okaleczyć.
Ten pokój stanie się jej trumną.
Żyj lub umieraj...
Wybór należy do Ciebie!

Jak można żyć udając,
że jest się szczęśliwym!?

A ja...
Ja bym chciała gdzieś
w zakątku małym skryć się by,
nikt mnie tam nie odnalazł.
I umrzeć zapomniana.
Utkwiła w moim sercu.
Zraniła mnie moj± miłością
ukrytą w moim wnętrzu.
Strzeliła do mnie.
Żyletką, trzyman± w moim ręku.
Dziękuję...
A coż to...
krew?
To tylko moje życie,
ciepłe życie.
Przecieka mi przez palce
wypływa z mojego wnętrza...
Pod ciepłą,
krwistoczerwoną barwą.
Gaśnie kolejna zraniona dusza.
Zatapia się w rozpaczy zapomnienia.


Widzisz mnie?
Trzymasz mnie?
Kochasz mnie?
Spraw bym ożyła ponownie.
Zrań mnie to sprawi, że będę taka jak przedtem.
Zmieszam mój lęk z obojętnością.
Poświęć swe życie...
Śpij, ponieważ czuwam nad Tobą.
Spoczywaj w pokoju...
Nie chce Cię skrzywdzić.
Będę tu zawsze, kiedy będziesz tego potrzebować.
Patrz na mnie, kiedy czuwam nad Tobą.
Kochaj mnie dziś, jutro odejde...


























Bardzo ciężko jest mi wytłumaczyć czym jest miłość...Niemożliwa do kontrolowania, przychodzi wtedy kiedy najmniej się tego spodziewamy, ale dla każdego z nas jest wyjątkowym doświadczeniem...




2009-09-10 14:14:57

A wszystko przez miłość...

Człowiek bez miłości przestaje być sobą, przestaje być człowiekiem, umiera. Dzięki miłości ludzie mogą być blisko siebie, ale bez jakiejkolwiek chęci zawładnięcia drugim. Miłość potrafi przetrwać śmierć czy rozłąkę. Najgorszą tragedią dla miłości jest obojętność, ponieważ gdy jej zabraknie, nie będziemy mieli energii, by żyć i walczyć o nasze marzenia.

Wszystko się pozmieniało. Tak wiec od początku… wzięłam ślub…z ukochanym mężczyzną. I mam nadzieję że nasza miłość pozwoli nam przetrwać przeciwności które niestety stoją na naszej drodze. Wiele razy ze sobą walczyliśmy, potem z resztą świata, potem znowu ze sobą… ale ciągle jesteśmy razem… to nas umacnia…

I ta nasza miłość… czasem gwałtowna, nieprzewidywalna… innym razem spokojna i delikatna… jak ocean? Może i tak… czasem stoimy na granicy i nie potrafimy sobie poradzić sami ze sobą i z tym co się dzieje, czasem krzyczymy na siebie tak bardzo, że w tej całej złości zapominamy, że tak naprawdę mamy tylko siebie i tylko na sobie możemy polegać do końca… kochamy się…

I będziemy mieli niedługo dziecko… jestem z tym cudownym mężczyzną w ciąży… będziemy mieli córeczkę… największy owoc naszej miłości, a jednocześnie tak kruchy i niewinny… wyczekiwany z niecierpliwością i czasem już z totalną rezygnacją, że nigdy się nie pojawi… a teraz będzie… i będzie tylko nasza… ta mała istotka dla której będziemy żyć, i którą będziemy bronić przed całym światem… 






†...anioły istnieją...†


skomentuj (5)










2009-01-25 12:29:07

Mam w żyłach lód...


Przyjmę postawę: "Cześć, u mnie wszystko ok".
Nigdy nie będę okazywała emocji, jakbym nie miała uczuć. Jeśli nie pokazujesz emocji, to zajdziesz wysoko. Niektórzy po prostu nie okazują uczuć. Dostrzegamy tylko to, co chcemy i wierzymy w to, co chcemy. I to się sprawdza. Okłamujemy się tak bardzo, że po chwili kłamstwa wydają się być prawdą. Zaprzeczamy tak bardzo, że nie widzimy prawdy, nawet wtedy, gdy jest oczywista.

Nie mogę przestać płakać. Zrób coś żebym przestała, niech ktoś mnie uspokoi.
Czasami rzeczywistość ma sposób, aby się zakraść i ukąsić nas w tyłek...
I kiedy tama pęka, możesz tylko pływać. Świat udawania jest klatką, nie kokonem. Możemy się oszukiwać, ale tylko do czasu. Jesteśmy zmęczeni. Jesteśmy wystraszeni. Zaprzeczanie nie zmieni prawdy. Wcześniej czy później, musimy przestać zaprzeczać... i stawić czoła rzeczywistości. Zaprzeczanie nie jest rzeką w Egipcie. To pieprzony ocean. Więc co zrobić, żeby się w nim nie utopić?






†...anioły istnieją...†


skomentuj (6)










2009-01-04 11:54:58

Ból...

Ból przychodzi pod różnymi postaciami. Trochę przesady. Odrobina żalu. Przypadkowy ból.
Normalne bóle, z którymi musimy żyć codziennie.
Kolejnym rodzajem jest ból, którego nie możesz zignorować. Ból tak ogromny, że przysłania wszystko inne. Sprawiający, że cały świat zanika. Aż do momentu, w którym jedyne, o czym możemy myśleć, jest to jak bardzo cierpimy.
To, jak sobie radzimy z bólem, zależy od nas samych. Ból. Znieczulamy, omijamy, ściskamy, ignorujemy. A dla niektórych z nas najlepszym sposobem na
ból jest sforsowanie go.

Ból.
Trzeba go jakoś znieść. Z nadzieją, że sam minie. Nadzieją, że rana, którą pozostawił, się zagoi. Nie ma żadnych rozwiązań. Prostych odpowiedzi. Oddychasz głęboko i czekasz, aż ucichnie.
W większości przypadków z bólem można sobie poradzić. Ale czasami ból dopada cię w najmniej oczekiwanym momencie. Mówię ci, to może się stać w każdej chwili. Jest trochę powyżej pasa i nie popuszcza.
Ból. Musisz go pokonać, bo prawda jest taka, że nie da się go ominąć. A życie ciągle przysparza nowych.




†...anioły istnieją...†


skomentuj (2)










2008-10-28 23:12:46

Ty...

Pamiętam Twój zapach. Mogłabym marzyć godzinami o zapachu Twoich ust i dłoni, Twoich włosów, o tym jak pachniesz rankiem, a jak wieczorem, jak pachniesz po miłości, a jak wtedy, kiedy czekasz na miłość.
Mogłabym godzinami opisywać Twój dotyk, szorstki i przyjacielski, ciekawy, niedbały, czuły. Dotyk oczekiwany godzinami, zmieniający czas i przestrzeń.
A smak? Mogłabym smak Twoich łez rozłożyć na maleńkie cząsteczki, a i tak kązda z nich zapełniłaby mój wszechświat.
A Twoje dłonie? Dłonie o delikatnych palcach, dłonie znużone, dłonie kochające, dłonie podające jedzenie, dłonie czułości nie do zastąpienia, dłonie delikatne jak wnętrze ucha, dłonie skupione, dłonie przygarniające, obejmujące, dłonie podnoszące głowę.
I oczy. Czasem śmiejesz się do mnie, szczególnie wtedy, kiedy nie mogę nasycić się Twoją bliskością...




†...anioły istnieją...†


skomentuj (1)










2008-07-21 10:18:26

...

Słyszałeś kiedyś o tym, że ja czuję się trochę martwa? Napewno, bo uczucie to powtarza się średnio 3 razy w tygodniu, w oczekiwaniu na coś wielkiego, co i tak się nie zdarza, a mój organizm, jakby na przekór mnie jeszcze oszukuje i ma nadzieję. Moja psychika płata mi figle pod postacią pisania bajek o białym proszku, którym posypuję, jak wróżka, wszystkich po głowach i mówię im, że to popiół i, że bez sensu jest jakiekolwiek przejmowanie się całą resztą. Moje rady opierają się na tym czego ja nie umiem zrobić. Zauważyłam, że jestem całkiem niezła w dawaniu wskazówek treści 'jeb to', a sama nie umiem się do nich dostosować. Zazwyczaj za bardzo się przejmuję. Przejmuję się brakiem, nadmiarem, słowem, gestem bez znaczenia, w którym ja zobaczę oziębłość, albo gestem, którego nie ma. Tym się nawet przejmuje bardziej niż tym co sobie wymyśle. Bo wiesz, gdy powiesz mi coś wprost ja się blokuję i tworzę ścianę przez którą te słowa do mnie nie dochodzą i potrafię przyjąć to z dystansem. Gorzej, gdy patrzę na Ciebie i widzę Cię za mgłą i oparami, a ja nie umiem się skoncentrować na niczym konstruktywnym, a w głowie krążą tylko słowa 'źle', 'nie', 'daj sobie spokój' i slajdszoł w głowie powtarza się w kółko. Guzik stop zastępuje obojętnie-co, coś co odwróci moją uwagę i pozwoli oderwać się i wyrwać z transu zanim zacznę się miotać.

A słyszałeś kiedyś o tym, że w żołądku można ukryć stare gazety, ze starymi informacjami o których wolisz myśleć w kategoriach 'nic takiego się nie wydarzyło'? Pewnie słyszałeś, w przeciwieństwie do mnie. Ja to poprostu czasami czuję. Przypominam sobie o tym, gdy nagle podchodzą mi do gardła i zaczynają boleśnie drapać gardło, a papierosy nie smakują tak jak zwykle, a kawa jest poprostu kawą, nawet bardziej jest oprawą niż treścią.

Chleb z dżemem układa się tam gdzie nie powinien. Dosłownie czuję go w udach, czuję na brzuchu, czuję na twarzy, czuję nawet w cebulkach włosów, które mam wrażenie odpadną pod wpływem swojej masy i przyciągania. Nie podoba mi się taka opcja wogóle. Lubię czasami się tak wygiąć, żeby znów zobaczyć swoje kości, tak jak kiedyś. Mam wrażenie, że ciało niepotrzebnie ciągnie mnie w dół i ogranicza. Im go więcej, tym bardziej ogranicza. Im więcej o nim myślę, tym bardziej ogranicza. Im bardziej je badam, tym bardziej ogranicza. Bezlitośnie, niepotrzebnie, tylko w sposób wyimaginowany, wypycha nadmiar wody, zamienia się w ubite mięso. Najpiękniej by było znów unosić się nad ziemią, płynąć, sunąć, nie rozbijać się o wszystko na drodze. Organizm i tak już wysiada, czego dowodem są wyniki ostatnich badań, sam nie umie się bronić bez pomocy z zewnątrz, w głowie wiruje coraz częściej, a lustro i tak pokazuje prawdę. [i tak nigdy nie będę dostatecznie dobra]

A myślałeś kiedyś o tym, że wszystko ma swoją przyczynę? Spróbuj ją nazwać. Może dojdziesz sensu. Podpowiem, że nie jest jednowyrazowa.

[czasami mi się śni, że noszę koronę i jestem piękna i się uśmiecham jak 5 letnie dziecko. szybko sen zamienia się w koszmar...]





†...anioły istnieją...†


skomentuj (5)










2008-07-17 08:38:05

...

Kiedy zaczynasz kim oddychać, skąd wiesz gdzie kończy się Twoje jestestwo?...
Oddycham Tobą bardziej niż można sobie wyobrazić.
Ty mrużysz oczy sprzedajesz mi ten swój uśmiech...
już nie wiem sama kim dla ciebie jestem...





†...anioły istnieją...†


skomentuj (1)










2008-06-21 09:13:47

21 czerwiec 2008

"Nikt nikogo nie traci, bo nikt nikogo nie może mieć na własność. I to jest najważniejsze przesłanie miłości - mieć najważniejszą osobę na świecie, ale jej nie posiadać."

 

bo dzisiaj nie liczy się nikt...prócz Ciebie...




†...anioły istnieją...†


skomentuj (2)










2008-05-08 12:49:10

...

zapijam i zabijam rozsądek... by serce mogło wygrać...

Zbyt mało było między nami pocałunków i dotknięć dłoni przez ostatnie miesiące... autentycznych, szczerych nie wymuszonych Coraz mniej czułych słów, których nigdy za dużo...
Kochanie byłam przy Tobie i co? Czasami mówiłeś do mnie, a naprawdę byłeś daleko stąd... Tak wygodniej... Teraz już nawet nie wiesz, ze upijam się dla Ciebie, tylko po to by łatać swoją samotność...
Rzucałeś przelotne spojrzenie na skarby które Ci dawałam. Prawda że nie ma ich wiele, ale dzielę się wszystkim co mam.
Jeżeli sam nie zechcesz, nie zdołam nic ocalić. Wszystko umrze i zagaśnie... wypali się powoli.
Teraz już nie wiem co myśleć, kiedy Twoje oczy tak błyszczą, zycia pełne jak nigdy... długo tak nie błyszczały na mój widok...
Gubię się w tym wszystkim.
Mam wrzenie, ze zyję w trójkoncie... nie dosłownie, w emocjonalnym... ja, Ty i ona... zostanie chyba na zawsze w mojej głowie to co mi powiedziałeś, za bardzo boli, nie radzę sobie z tym, nie potrafię się cieszyć wspólnymi chwilami, zamykam oczy i mam wrzenie, ze to ją całujesz, nie mnie.
Mówisz, ze nie myślisz juz o niej, ze to było jednorazowe, tylko po tylu latach... w takim momencie, w takiech chwili ją wspomnieć... poczułam się tak jakbym nie była tu wogóle potrzebna. Jakbym była poczekalnią. Gdzie mozna poczekać na pociąg który odjechał... bo moze jeszcze powrócić. Juz raz tak było w moim zyciu. Te same zapewnienia, a za plecami kłamstwa, ciągłe kręcenie, a ja naiwnie wierzyłam, i zostałam sama. Teraz mam wrazenie tej samej sytuacji...
Powiedziałeś to wszystko pod wpływem alkoholu, raz to... potem kolejny raz, i znowu... zawsze ona... ludzie pod wpływem, mają mniej hamulców, są bardziej wylewni i mówią więcej niz chcieli by powiedzieć.
Nie wiem czy będę w stanie tak z tym zyć.Nie wiem czy znowu to przetrwam.





†...anioły istnieją...†


skomentuj (1)










2008-03-16 12:01:55

;(


tak trudna do odczytania jest mapa Twego serca...

czasem jednym słowem potrafisz sprawić, że świat znowu jest piękny, a innm razem potrafisz mi odebrać radość wypowiadając jedno zdanie. i cały mój dotychczasowy świat staje do góry nogami. i cierpię niemiłosiernie.
wczoraj miałam wrażenie że wyrwałeś mi serce rzuciłeś o podlogę i podeptałes... uczyniłes to jedym zdaniem...

jednak radośc jest ulotna, i trzeba łapać te chwile bo są naprawde krótkie... ale mimo to, nadal się cieszę, że mam większe szanse... żeby żyć...
błagam... nie odchodź...







†...anioły istnieją...†


skomentuj (5)










2008-03-15 09:59:47

...


Doceniasz i zachęcasz, więc rozkwitam.

Odkąd pamiętam, zawsze miałam problemy ze sobą. Z brakiem jakiejkolwiek akceptacji wobec siebie, co w rezultacie doprowadziło do autonienawiści. Ile to razy leczyłam rany, ile razy płakałam co noc... A to przecież nie moja wina. To nie moja wina, że ojciec pił. Nie moja wina, że ważniejsza była dla niego wódka niż ja... Ja tylko chciałam być kochana, tak po prostu. A zamiast tego każdą sekundę mojego życia wypełniał strach... Dziecko to czysta, niezapisana kartka. A mój ojciec tą kartkę podarł, zniszczył... Nic więc dziwnego, że to wszystko odbiło się na mojej psychice, że teraz jestem taka a nie inna. Że nie umiem sobie poradzić... Chciałabym, ale nie umiem... Po prostu nie potrafię.
A może nie potrafiłam... w tym tygodniu była kolejna rozprawa związana z moim ojcem... hm.. został skazany. I w sumie powinnam się cieszyć, bo za te wszystkie krzywdy na rodzinie należy mu się kara i nareszcie i jego dopadła sprawiedliwość. Ale z drugiej strony... mam dziwne uczucie... mój ojciec... w więzieniu... w głowie mi się to momentami nie mieści. Nigdy nie miałam normalnej rodziny, i nie wiem czy kiedyś będę miała... ale najważniejsze, że ten etap jest już za mną.

Wczoraj odwiedziłam znowu stolicę. Nie z chęci, tylko z przymusu. Ale jakimś niewyobrażalnym sposobem, Warszawa nie podcięła mi tym razem skrzydeł. Wręcz przeciwnie... lekarz powiedział, że sam nie wie co się dzieje. Badania są w normie. Wszystko jest dobrze, a nawet hm... bardzo dobrze. Nowotwór powoli znika! Hehe, no nie dosłownie i nie w takim tempie jak bym chciała, ale zdrowe komórki się nie dały, zebrały wszystkie siły i w odwecie dały nauczkę nowotworowym :)jest duże prawdopodobieństwo, że nie będą mnie operować, i że być może organizm sam się upora. Lekarz jest w szoku. Był pewien, że będzie mnie kroił i był pełen strachu, (który i na mnie skierował), że mogę operacji nie przeżyć.

Kochany mój, bez Ciebie ta wiadomość nie byłaby tak bardzo radosna, mam dla kogo żyć, mam się z kim z tego cieszyć i co najważniejsze, będę Cię męczyć do końca życia, a jeżeli wierzyć lekarzom to trochę to jeszcze potrwa :)




†...anioły istnieją...†


skomentuj (0)










2008-03-05 22:48:17

...

Jestem słaba.
Bardzo słaba.
Czuję się jak zwierze walczące o przeżycie , czuję się jak nowo narodzona, najsłabsza w stadzie.
To wyczerpanie jest bezpodstawne. To nie jest zmęczenie fizyczne, ani nawet psychiczne. To taka ociężałość, lekkość w jednym . Jakby wszystkie receptory odmówiły posłuszeństwa. To niepokój po przebudzeniu . Pisk w uszach.
Strach ogromny
że wszystko czego się bałam może za kilka dni zniknąć .
że wszystko na co czekam, może nigdy nie przyjść.
że wszystko o czym marzę , może się nigdy nie ziścić.
że wszystko co planowałam, mogę już wyrzucić do kosza .
Czuję się "nie-bezpiecznie", pozostawiona na bardzo niepewnym gruncie.
Strach , że gdy śpię moje ciało ucieka ode mnie na pole walki. Toczy wojnę z niespełnionymi pragnieniami, z zapomnianymi obietnicami.
Budzę się owiana niepokojem , wiercącym mi dziury w skroniach . Nie krzyczę, nie kopię, nie gryzę.
W strachu, z szeroko otwartymi oczami, z trzęsącymi się rękoma, ze słowami wymawianymi zbyt szybko, zbyt często przechodzącymi koło uszu , z nieczystym sumieniem , z każdym podłym pragnieniem, zakłamana ... w strachu-jestem.



†...anioły istnieją...†


skomentuj (2)










2008-02-06 01:27:54

ból jednak nie nosi maski...


Ludzkie nieszczęścia są jak znalezione fotografie:
dla wszystkich obojętne z wyjątkiem właściciela.


Staram się wykrzesać z siebie optymizm... ale mi nie wychodzi... uśmiecham się do Niego... zawsze przed spotkaniem z Nim „ćwiczę” radość. nie mogę cały czas przecież płakać, co by sobie pomyślał? zresztą krzyczy jak płacze... ale ja czasem nie mam już siły by powstrzymać łzy, on krzyczy, jest zły, a ja i tak płacze... i w takich momentach mam ochotę wybiec, uciec jak najdalej i schować się... ale zostaję w jego ramionach, czekam aż przestaną mi płynąć po policzkach łzy, a on przestanie się złościć. zostaję...
nie operowali... nie mogą jeszcze. ale tak czy inaczej jest źle, nie zoperują, to organizm będzie słabszy, zoperują mogę się nie obudzić... na razie mnie regulują, dokręcają w środku co się da, ale i tak się rozpadam, na zewnątrz jest tylko ładna skorupa. chociaż zaczęła mi się psuć cera, skóra zaczyna się robić wrażliwsza na dotyk i mam coraz więcej siniaków, powstają nawet z lekkiego uścisku. wymiotuję, mam dreszcze, i niesamowicie silne bóle. a w uszach ciągle dźwięczą mi słowa „może pani nie przeżyć”.
i dopóki nie dotyczy to bezpośrednio ciebie, to nie masz pojęcia jaki strach się rodzi w środku... kogoś bliskiego można żałować, można mu współczuć, ale nie czuje się tego strachu, przerażenia...











†...anioły istnieją...†


skomentuj (1)










2008-01-31 23:45:56

Warszawa...


RAK jest jak zegar kradnący czas... całkowicie pochłania kochających...

i znowu warszawa... cholera, chyba znienawidzę naszą stolicę ;( źle mi się kojarzy to miasto. tam mnie tylko badają, kują, prześwietlają. czuję się tam jak królik doświadczalny. wrrrrrrrr i jutro znowu mnie to czeka... a najgorsze jest to, że wiem, że jest źle. organizm wcale się nie regenerował ;(
najbardziej boję się operacji... lekarz mi mówił, że jest ryzyko większe niż przy pierwszej. a przy pierwszej... serce na trochę przestało bić... to tylko gdybanie... ale naprawdę boję się, że jak mnie uśpią to mogą już nie dobudzić. nie mówię MU tego, bo i tak się o mnie martwi. nie pokazuje tego, ale ja wiem, że tak jest. a jakby wiedział...
lekarz sam powiedział, że serce mam w złym stanie, jak zresztą i inne narządy. im dłużej czekamy tym większe ryzyko... wyjeżdżam w nocy, w sumie się z NIM pożegnałam, na wszelki wypadek, nie mówiąc mu nawet tego... zapamiętywałam przez ostatni tydzień, jego każdy uśmiech, jego wzrok... chciałam żeby mnie przytulał do siebie. chciałam mu jak najwięcej z siebie dać, by pamiętał o mnie cały czas i gdyby coś złego się stało, nie zapomniał...
jejku jak ja się boję... jeśli mnie jutro nie zoperują, sobotę uczynię najwspanialszym dniem... dlatego, że do niej dotrwałam i dlatego, że ON przy mnie nadal jest...

bo kocham...




†...anioły istnieją...†


skomentuj (0)










2008-01-28 23:32:28

call my name and save me from the dark...


muszę przejść przez to wszystko, musze sobie SAMA z tym poradzić. wewnętrznie się z tym pogodzić. czasem odczuwam brak światła i powietrza do życia. udaję martwą, to hamuje ból. gram martwą i ból ustaje... chociaż na chwilę. to czasem jak spanie... zwijam się w mych prywatnych torturach. tulę się do bólu, ściskam cierpienie.
ON tego nie rozumie, może i dobrze. nie potrafię sprawić, by zroumiał. za dużo mam w głowie, nieposkładanych myśli. za dużo wiem. I prawdę mówiąc wolałabym nie wiedziec. niekiedy nieświadomość jest dobra. nie odbiera nadzieji.
a ból jest czasem, tak silny... niedoopisania. ukrywam go.






†...anioły istnieją...†


skomentuj (0)










2008-01-06 23:24:50

DLACZEGO?!

Po śmierci dziecka nic nie jest już takie same. Nawet jeśli o istnieniu dziecka świadczyły tylko dwie kreseczki na teście i nie dane nam było nigdy go zobaczyć...
Gdy ktoś kiedyś powie, że to nie było jeszcze dziecko... to tak jakby odbierał mi prawo do żałoby po najbliższej osobie. Nieważne, że była widoczna tylko na teście. Dla lekarzy może to być zarodek, płód – ale dla mnie - nawet jeśli miało wielkość kilku mm, to było ukochane dziecko.
Ludziom często wydaje się, że kobieta tracąca dziecko na wczesnym etapie ciąży nie zdążyła się jeszcze do niego „przyzwyczaić”. Ale nawet kiedy nie planuje się zajścia w ciążę, gdy człowiek dowiaduje się o swym odmiennym stanie, to w głowie zaczyna się prawdziwa rewolucja. Skoro nie kwestionuje się istnienia miłości od pierwszego wejrzenia, warto zrozumieć, że dla mnie w tej właśnie chwili - gdy uzmysłowiłam sobie, że będe mamą - zaczęła się miłość do dziecka. Ile czasu trzeba by „przyzwyczaić” się do tego, że się kogoś kocha? Czy wystarczą trzy dni? Tydzień? Miesiąc? Czy uczucia w ogóle można mierzyć ilością przeżytych tygodni? Przecież nie da się ich racjonalizować logiką. Dlatego gdy nagle okazuje się, że dziecko odeszło, przeżywa  się tragedię, czuje rozpacz. Pokochałam już to maleństwo i nie ma dla mnie znaczenia, że o jego istnieniu wiedziałam bardzo krótko...

Gdyby nie Ty... nie miałabym już siły dalej żyć...





†...anioły istnieją...†


skomentuj (2)










2008-01-02 23:15:50

jakie to uczucie kiedy zawodzi człowiek...?

Boże, powiedz proszę.
ile można.
Opadam z sił. Gdyby nie On to już dawno chyba poszłabym na dno... a On mnie ceirpliwie, powoluku wyławiał, wyciągał rękę gdy potrzebowałam pomocy, pomógł wyjść z depresji...
nie krzyczał - tłumaczył. Jest najcudowniejszym człowiekiem na świecie. Nie wiem czy gdziesś jeszcze na świecie znajdzie się mężczyzna, który ma w sobie tyle łagodności, tyle dobroci i ciepła...
a mimo wszystko ludzie widzą w Nim potwora! nienawidze ich! wiem, że nienawiść to złe uczucie i powinnam się przed nim bronić, ale co poradze? Ludzie zamiast żyć własnym życiem, mącą innym... co My im robimy? to że chcemy być szczesliwi? to że chcemy być razem? że chcemy stworzyć wspólnie dom, i kochajacą się rodzinę? że wspieramy się gdy tego potrzebujemy? że potrafimy się nie nudzić sobą, że tesknimy nie widząc się raptem godzinę? czy to naprawde takie złe? czy to naprawe tak uwiera innych? to że dwoje ludzi chce poprostu cieszyć się swoją obecnościa? dlaczego musimy walczyć z całym światem?
Ciesze sie tylko z tego że On ma cudowną rodzine, która daje mu wsparcie, która Go nigdy nie opuści w potrzebie. To niesamowite jak Ci ludzie potrafią ze sobą żyć, jak się szanują i pomagają sobie. Ciesze sie, że nie musi się obawiać powrotu do domu... wiem że jest Mu ciężko, wiem że tez cierpi kiedy ja cierpię, dlatego staram się czasem coś ukryć, żeby nie wiedział, żeby nie bolało i jego... by choć on nie znosił tych upokorzeń.
nie rozumiem ludzi, nie rozumiem własnej Mamy, która przecież powinna mnie chyba chronić przed agresją, przed obelgami, a niestety sama je kieruje w moją stronę... czasem mam ochotę siąść i płakać, i czesto tak robię, najczesciej w nocy, gdy nikt nie widzi, nikt nie słyszy... nie wiem jak zniosę Jego wyjazd, ale to jedyne wyjście z tej sytuacji... wyjedzie, a potem wróci i zabierze mnie ze sobą, daleko od tego domu, daleko od złości, agresji, daleko od tych ludzi. Może wtedy nareszczie będzimey mogli się cieszyć wspólnym szczesciem. Bede czuła że żyję, i że nic i nikt nam nie zagraża.
Najgorsza jest tylko świadomość, że własna Mama mnie nienawidzi, że nie chce takiego dziecka, że inni są dla niej lepsi, ważniejsi, wartościowsi, że nie widzi jak bardzo się staram żeby jak namniej na tym ucierpiała, jak ją przygotowuje... dziwne że nie pamięta jak o nią walczyłam z ojcem, jak ja chroniłam, jak mogła na mnie liczyć gdy nikogo obok nie było... a teraz... teraz jestem dla niej nikim... to boli... cholernie boli... bo kocham ją... i chcę by uwierzyła że nie robię jej na złość, poprostu chcę być szczęśliwa... a wiem że z Nim bede...





†...anioły istnieją...†


skomentuj (1)










2007-12-25 02:26:37

Są noce, kiedy nie chce się żyć...

Kiedy powoli zaczynam odbijać się od psychicznego dna, rzeczywistość nie pozwala mi zapomnieć o swoim istnieniu. Znowu zostanę sama. Siła wyższa. Tylko, że ta samotność strasznie będzie bolała, i nie przez sam fakt tego, że nagle zostanę bez Niego. Mam poważny bagaż, którego za żadne skarby sama nie uniosę... Choćbym się nie wiem jak starała... On nie potrafi zroumiec. Zostanę z tym wszystkim sama, bez żadnych odpowiedzi, bez planu co z tym robić dalej, bez Niego przy mnie gdy nagle wszyscy zaczną mnie atakować.
Czasem czuję się dla Niego obca...Wszystko tak szybko się dzieje... Tracę grunt, nie będę miała oparcia, nie będę miała gdzie uciec, gdzie się schronić przed światem i będę z tym sama. Dlaczego On nie potrafi zrozumieć, że nikt nie jest mi wstanie Go zastąpić. Że nikt oprócz Niego nie jest w stanie odpowiedzieć mi na pytania, które boję się sama zadać, a które na pewno posypią się jak lawina, gdy wszystko stanie się oczywiste.
Znowu będę niegodna bycia córką mojej Matki, znowu stanę się ”nieporządną” – żeby przypadkiem nie nazwać się gorzej – dziewczyną która przynosi wstyd własnej rodzinie. Która nie szanuje i nie kocha własnej Matki, która woli Mężczyznę który ja na pewno skrzywdzi, niż osobę która ją urodziła. Znienawidzę siebie tak samo, jak Ona mnie znienawidzi. A Jego nie będzie...
Musze pomyśleć nad tym wszystkim... A czas mi ucieka przez palce, chce krzyczeć, a coś ściska mi gardło, dławię się łzami, bo wiem że nie przetrwam. Wiem to już teraz... a On nie rozumie... i niestety nie zrozumie...




†...anioły istnieją...†


skomentuj (1)










2007-12-19 23:40:16

już jesteś...


dzisiaj już JESTEś i już jest wszystko dobrze...

za oczy kochające... dziękuję :*






†...anioły istnieją...†


skomentuj (0)










2007-12-18 22:35:35

Pierwszy dzień bez Ciebie...

Nie no to już można nazwać totalnym uzależnieniem. Od prawie 7 miesięcy pierwszy dzień spędziliśmy oddzielnie. Umieram z tęsknoty... można umierać z tęsknoty? Chyba tak. Ja właśnie przechodzę przez coś takiego. Rozpaczliwie pragnę Go zobaczyć, wtulić się w Jego szerokie ramiona, zatopić się w nich i nie myśleć o niczym. Okres przedświąteczny i święta same w sobie, niestety staną się przymusowym odwykiem.


Wszystko ładnie, pięknie... ta cała tęsknota, to pragnienie bycia w Jego towarzystwie, ta nieopisana siła jaką mnie przyciąga do siebie...ale LUDIZE... jak ja NIENAWIDZĘ ludzi. Zawsze znajdzie się ktoś, kto chce na silę zburzyć moje szczęście, teraz już w sumie Nasze. Czasem się boję, że jesteśmy i tak straceni, tylko walczymy z czystej desperacji o siebie, by na końcu świata i zostać nagle w totalnej samotności. Nie wiem co się dzieje. Ciągle jest we mnie tyle lęku, a ludzie potrafią to umiejętnie wykorzystać i użyć przeciwko mnie... niestety, jestem łatwa ofiarą.

Są dni, tak jak dzisiejszy, że choć pragnę z Nim być i kocham Go nad życie, to myślę, że to nie ja powinnam trwać u Jego boku. Że są lepsze, wartościowsze osoby które mogły by dać mu szczęście. Że nie zasługuję na to, jestem niegodna, i że jakimś nieodgadnionym cudem , On jeszcze ze mną jest. Jak to możliwe, że mi się udało a nie im. Chociaż od początku byłam skreślona, skazana na porażkę, jakimś sposobem udało mi się przetrwać i wyłaniam się na powierzchnię. Za dużo myśli kołacze się w mojej głowie.

A Jego przy mnie nie ma... dziś... może jutro będzie... oby...






†...anioły istnieją...†


skomentuj (0)










2007-12-16 13:54:05

...

wyczuwam w powietrzu manipulacje- małe i duże. i tak jakoś, i tak jakoś nie wiem co jest grane.
odwracam moje życie -jak kota- do góry nogami. i nie jest mi z tym ani dobrze, ani źle.
sama nie wiem gdzie dokładnie jestem, w czym trwam i po co, co szykuje dla mnie nowy dzień i ile jeszcze nowych granic uda mi się przekroczyć od tak po prostu bez najmniejszego zdziwienia, grymasu, czy mrugnięcia oczyma.
taaaak...oczyma, co mętnieją. co przeraża... a właściwie nie, a POWINNO.
chyba obojętnieję..








†...anioły istnieją...†


skomentuj (0)










2007-12-04 12:48:38

między nami tylko linie papilarne, oddechy, mrugnięcia powiek ...

Momentami trące pewność siebie. Jest pewnie wiele powodów przez które tak się dzieje. Niektóre z nich są we mnie zakorzenione od dzieciństwa. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Kiedyś na terapii pani psycholog powiedziała mi, że tak, owszem, jestem silą osobą i potrafię walczyć gdy muszę, gdy wiem, że nikt inny nie może walczyć za mnie. Ale ta otoczka siły, ciągłego uśmiechu i wmawiania innym, że wszystko ze mną w porządku, to tylko maska. W środku trzęsę się ze strachu, boję się wszystkiego. Czy aby na pewno, jestem dobrym człowiekiem, czy mam prawo wiązać się z kimś, bo być może nie dam wszystkiego co powinien dostać. Powiedziała mi również, że mogę mieć bardzo duże problemy ze zbudowaniem stałego związku, co do tej pory się sprawdzało. W domu nie widziałam żadnego wzoru, nie wiem dokładnie jak powinna wyglądać kochająca i szanująca się nawzajem rodzina... boje się odrzucenia, przez ciągły brak miłości od strony mojego ojca.. dlatego boje się pokochać, bo mam świadomość, że jak tylko kogoś pokocham to ten ktoś odejdzie. Wiec często sama odchodziłam by nie poczuć odrzucenia.

I teraz nie wiem co się dzieje... to znaczy wiem... jestem z kimś kogo kocham, kto mnie kocha i szanuje i jakimś cudem wytrzymuje ze mną, nie spisał mnie jeszcze na straty. Staram się jak tylko mogę by nie zniknął, bo bez niego nie chciałabym już żyć. To on uczy mnie życia w związku, pokazuje jak to wszystko ma wyglądać. Aż się dziwie, że w ogóle tego chce. Nie wiem czy jestem tego warta. Ale jeśli on nie odchodzi... to może coś w tym jest... jakiś sens...






†...anioły istnieją...†


skomentuj (2)










2007-11-25 23:29:31

Jak na deszczu łza, cały ten świat nie znaczy nic a nic...


Czasem chciałabym zapomnieć na chwilę o wszystkim co mnie otacza. Znaleźć się w miejscu nie dostępnym dla nikogo. Odejść gdzieś daleko gdzie nikt mnie nie znajdzie.
Chciałabym zapomnieć o problemach. Czasem wolałabym nie mieć uczuć. Wolałabym być zupełnie obojętna, odporna na miłość, odporna na krzyk i płacz.
Czasem chciałabym umrzeć i nie ranić innych. Zamilknąć, nie słyszeć słów innych ludzi, oślepnąć, nie widzieć piękna. Życie boli, a ja czasem chciałabym go nie czuć.

A jednak istnieje osoba która pomaga mi przezwyciężyć takie myśli. Gdy opadam z sił, gdny nie mam już w sobie woli walki... On pomaga mi żyć. Dla Niego chcę żyć, bo wiem, że jestem Mu potrzebna, tak jak i On potrzebny jest mi.
Dziwne, kiedy nie miałam, przy sobie nikogo, cały świat był dla mnie obojętny. Nawet rak, którzy jakoś nie chce mnie uwlnić z uścisku, przerażał tylko na początku, a później było mi wszystko jedno, czy umrę wcześniej, czy to przerzuty i czy nastąpi nawrót choroby.
A teraz mam się o kogo martwić, kim się przejmowac i teraz chce żyć jak najdłużej mi się uda. Nie pozbyłam sie lęków, nie pozbyłam się "dołów" i nie przestaję wpadać w lekką depresje, ale gdy wiem, że On jest... to jest mi łatwiej to przetrwać. Trzyma mnie za rękę i nie wypuszcza... troszczy się o mnie i wiem że robi to szczerze...
Kocham Go...







†...anioły istnieją...†


skomentuj (0)










2007-10-31 15:52:47

zapomnisz...


Kiedyś o mnie zapomnisz, tak jak zapomina się jak smakowała wczorajsza kawa, albo tak jak zapomina się o zeszłorocznym śniegu. Zapomnisz jak ból był wymieszany z pierwiastkami szczęścia i jak przyśpieszał się oddech. Zapomnisz pojedyncze słowa, gesty, myśli. Wszystko uleci z ciebie jak życie z człowieka przejechanego przez ciężarówkę. I okaże się, ze scenarzysta, który to wszystko poskładał w swej malej główce, nie zrobił kariery, nie zarobił milionów, a zamarzł w parku z butelka taniego wina w ręku. Bo jak to mówią ..hepiendy nie są trendy..
Ty kiedyś zapomnisz jak smakowało moje imię i podpuchnięte oczy. Oddasz serce w depozyt komuś innemu, komu lepszemu. Szczęście wypełni cię po brzegi, od paznokci u stop do końcówek rzęs. Życzę ci tego, wiesz. I będziesz żyć w spokoju, łykać złudzenia w pigułkach każdego pojedynczego ranka, mięć psa i dzieci, którym nadasz tradycyjne polskie imiona.. I jeszcze będziesz mięć kominek.. O tak.... W tym wszystkim zabraknie tylko mnie...ale wiem jedno, beze mnie już nic nie będzie takie samo. Gdy zniknę i rozpłynę się w powietrzu łzy nie będą spływać po policzkach w tym samym tępię, ból nie będzie tak drogocenny, chaos tak potrzebny, krzyk tak niemy, a spojrzenia tak łapczywe, tak nagie... O nie nie. Nic nie będzie takie samo jak te nasze chwile, pieprzona magia, co przeraża tak ze źrenice się powiększają, jak nasza samotność we dwójkę, jak nasze bycie razem osobno...
Nic nie będzie takie samo. Nigdy, przenigdy.






†...anioły istnieją...†


skomentuj (1)










2007-09-18 10:52:14

...pierwsza, lecz nie ostatnia, oznaka kompletnego szaleństwa...


moje włosy stają się płytkie, jak bajorko, jak mętny staw. całe życie mieszkam w studni.

how do i love thee, let me count the ways...

świat jest poza kontekstem, jestem okrutnie zmartwiona zasobem informacji, puszką telewizora, koło której się kładę, między głośnikami, i słucham czegoś co nazywa się muzyką, co tak układa się w moich uszach, jak drobne, łaskoczące w ucho nitki. niczym nie różnię się od siebie trzyletniej, dotykającej rozgrzane żelazko, tak bardzo chciałam go dotknąć! pamiętam poparzenie nie w czerwonych, a zgniłozielonych kolorach. tak jakbym gniła za nieposłuszeństwo. cały czas gniję za nieposłuszeństwo. jak bardzo chcę tego dotknąć!

...i love thee freely, like men striving for Right...

szepczę to, będę to szeptać zasypiając. jestem marą senną, jestem własnym snem. kocham to czego nie ma, kocham zdjęcia na których jestem obcięta, z zamkniętymi oczami, z workami pod oczami ogromnymi jak pierzynowe poduchy. kto jest tą osobą? kocham się w tym co przechodzi koło mnie, przepływa, jak koło wyspy, malutkiej, chichoczącej, żelkowej wyspy. i am not who you think i am. i am someone else, somewhere else. always.

...and with my childhood's faith...

wszystko brzmi jak przyrzeczenie, jakbym brała ślub z samą sobą, kiedy szepczę to cały czas. jestem pełna siebie. ile można tak żyć? taszcząc się, obwieszając się na własnych biodrach, wspierać na meblach, żeby to nosić przez długości pokojów i miast? nie jestem tym kim byłam, kim zwykłam być, kim jestem dla ekspedientek, ludzi pytających o drogę. jestem cwana, nahalna, impulsywna. moje ziewanie też jest impulsywne. oddałabym prawie każdy dzień za spanie. PRAWIE każdy.

... smiles, tears, of all my life!

i jeszcze

i shall but love thee better after death





†...anioły istnieją...†


skomentuj (1)










2007-09-10 23:37:00

czy człowiek w dzisiejszym świecie musi być naprawdę sam, żeby inni byli szczęśliwi?!

rozkoszuję się rozgrzebywaniem moich rozczarowań, gorzkich rozmyślań; kulejący kontakt z rodzicami, niezrozumienie innych dzieci, najczęściej okrutnych i ograniczonych, na których przyjaźnie nie miałam nawet, co liczyć. odrzucenie, totalna pustka i melancholia, brak miłości, brak słów. cisza. kiedy zrozumiałam, że lepiej udawać, że wie się mniej niż inni, a najlepiej wyglądać na głupią, to mniej więcej wtedy, zaczęłam przeczuwać, że życie to absurd, a to wszystko, co czytam, tylko mnie w tym utwierdziło.
pytanie: i po co to wszystko?
powraca coraz częściej i wydaje się nie do zniesienia. wszelkie stany upodlenia istoty ludzkiej, w którą tak bardzo chciałam wierzyć, czarna dziura przeszłości i przyszłości, nieuchronnie prowadząca do śmierci, czarna rozpacz i inne myśli tego typu, z którymi nie usiłuje nawet walczyć. nie czuje nic, jedynie odrażającą satysfakcję z obserwowania, jak realizuje się to moje przeświadczenie, że jestem stworzona żeby cierpieć.
paradoksalnie, rozpamiętywanie moich uczuć chroni mnie przed cierpieniem, które nazywam namacalnym, bo wiadomo, co jest powodem. jestem maszyną do czucia, płaczącą, kiedy chce płakać, śmiejącą się, kiedy chcę się śmiać.
zrozumiałam, że cierpienie to tylko jeden ze sposobów na ucieczkę od pospolitości, na osiągniecie wzniosłości. ale to nie doświadczenie i ból, których doznałam i ciągle doznaje, uczyniły ze mnie to, kim jestem.
nic nie wiem o tej krzyczącej beznadziei, wobec której jestem bezsilna...
dziś czuję się jakby wszystko wyżarło mnie od środka. czuję się tak jakby ktoś wziął mi serce, które strasznie pragnie kochać. czułam i czuję jakiś nieokreślony ból.
ta cholerna samotność. wciąż tylko te pytania.
a nasze słowa: - smutno mi -, już nikogo nie obchodzą.
czy nasze pragnienie jest tak wielkie??? nie... my tylko pragniemy pokochać. my tylko chcemy się przytulić... my już nie chcemy być sami...






†...anioły istnieją...†


skomentuj (0)





































*Księga Aniołów*

* Zostań Aniołem
* Zobacz




Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi. za waszą czułość w nieczułości świata, za niepewność - wśród jego pewności, za to, że odczuwacie innych tak jak siebie samych zarażając się każdym bólem, za lęk przed światem, jego ślepą pewnością, która nie ma dna, za potrzebę oczyszczania rąk z niewidzialnego nawet brudu ziemi, bądźcie pozdrowieni. Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi, za wasz lęk przed absurdem istnienia i delikatność nie mówienia innym tego co w nich widzicie, za niezaradność w rzeczach zwykłych i umiejętność obcowania z niezwykłością, za realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego, za nieprzystosowanie do tego co jest a przystosowanie do tego co być powinno, za to co nieskończone - nieznane - niewypowiedziane, ukryte w was. Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi, za waszą twórczość i ekstazę, za wasze zachłanne przyjaźnie, miłość i lęk, że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami. Bądźcie pozdrowieni, za wasze uzdolnienia - nigdy nie wykorzystane - (niedocenianie waszej wielkości nie pozwoli poznać wielkości tych, co przyjdą po was), za to, że chcą was zmieniać zamiast naśladować, że jesteście leczeni zamiast leczyć świat, za waszą boską moc niszczoną przez zwierzęcą siłę, za niezwykłość i samotność waszych dróg, bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi.







*Linki*

† dały mi do myślenia †
S@motność w sieci
angel of darkness
white satin
RIF
after life

† blogi umarłych †
nienadodzone aniołki
pamietnik zmarlego
dziewczyna zmarlego
wiszący anioł
jego śmierć
przegrane-marzenia
zgwalcona
pamiętnik julki
rysy 2003
nienarodzone
natalia

† szablony itp †
lost-layouts
mroczne szablony i dodatki na blogi
szablony - toplista
yupi
avatary
join me in death
mroczne szablony
mroczne gify cd.
mroczne gify
szablony

† muzyka †
chylińska
artrosis
horrida
natasha bedingfield
kasia klich
katarzyna groniec
sweet noise
placebo world
placebo
p.o.d
system of a down
hoobastank
marilyn manson
him
payable on death
katarzyna groniec
avril
nirvana
children of bodom
anathema
gotham
empyrium
type o negative
batalion d'amour
artrosis
marylin manson
evanescence website
evanescence - another delirious fan site by gerrit
avril-lavigne
evanescence
łzy
sistars
korn
linkin park
limp bizkit

† poezja †
mrok
wirtualna galeria
poetarium
aforyzmy
wiersze
internetowa antologia poezji
night rose
miłość w słowach
ciemność
jonasz kofta
halina poświatowska
cytaty

† anioły †
dzień w którym upadły anioły
przystanek - nadzieja
aniołki
blog o aniołach
wszystko o aniołach
historia aniołów
anioły
tam gdzie anioły mówią szeptem
bliskość aniołów
aniol
angel haven
angel page
niechciane
angel - the lonley soul
uwierz w anioły
kim są anioły?

† gothic †
dirty doll
nocturnal art
psychosis
wamps
zgon
nekrologi
dark soul
herezja
śmierć i umieranie
gildia
nowa-krew
vampirelord
gildia cienia
epilogue
objęcia śmierci
trumna
dark-graphics
królestwo umierającego słońca
night rose
corfix's gothic page
goth
the polish gothic
fireholder
gothic
encyklopedia polskiego rocka
black page
gothic art
śmierć

† strony znajomych †
kacu
..::Blokersi::..
..::Hazaj::..
..::Robin::..

† angelina jolie †
angelina jolie news
fan clube angelina jole
angelina jolie blog
tomb raider movie
life or something like it
angelina jolie sexy page
original sin
taking lives
tomb
crazy 4 angie
unbelievable angelina jolie
wuthering jolie
soulie jolie
carpe diem - the angelina jolie
angelina jolie
angelina - jolie

† samotnie †
wzięłam to, co miałam wziąć, by przestać żyć i nienawidzić... pogromczyni
przeszkadzam sobie... myszka
mam jeszcze tylko parę chwil, by powiedzieć Ci to, co we mnie umiera teraz... baletnica
wiem, nie byłeś tego wart i chociaż dziś odchodzę, kocham Cię... szpieg
teraz kiedy tracę puls, umieram po raz pierwszy, nie wiem jak to jest... znikająca dusza
co się dzieje w mojej krwi, zobaczę czy tak boli, czuję, że tego właśnie chcę... pinka - w używanych trampkach
klęcząc obok Twoich stóp pogrążyłam siebie, nie mam już swojej godności... dziewczyna z bezludnej wyspy
zobacz jak pięknie jest po prostu zabić się z miłości, widzisz na co mnie stać... rusałka
uciekam w śmierć, oddycham nią, ale ciągle nie wiem co było ze mną nie tak... daruma
zostawiam siebie, Ty tak zrobiłeś... zapominajka
wcale nie czuję, że mi przykro, może tylko trochę się boję... katiuchna
nie jestem taka, by mną pomiatać, ale powiedz czemu ja, byłam gorsza od niej... breaker
popatrz na mnie właśnie teraz, popatrz na to jak umieram... muzyka nocy
popatrz jestem taka piękna, gdy odchodzę tak daleko, rozwiany włos, blada twarz... w ramionach cienia
nie będziesz więcej znęcał się, oddaję teraz swoje ciało, ona strawi je dokładnie... toxic
kocham Cię, ratuj mnie, zimno mi, ciemno jest... nad księżycową rzeką
tutaj wcale Ciebie nie ma, nie mogę wrócić, jest za późno... klapouszek
błagam przyjdź, zabierz mnie, UMIERAM... asma




*Archiwum*

2009
wrzesień
styczeń
2008
październik
lipiec
czerwiec
maj
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
marzec
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj





Uwierz w Anioły... nawet jeśli ich skrzydła są czarne...
Uwierz w Diabła... choćby na jego rogach spoczywała płonąca aureola...
Uwierz w ślepą miłość i ...równie ślepą nienawiść...
Uwierz w słowa z których szydzi czas...
Uwierz w strach...
Uwierz oczom i spragnionym dłoniom...
obrazom pełnym barw i zaklętego Milczenia...
Uwierz w dotyk i w głos... w muzykę i w ciszę...
Uwierz w tysiące codziennych spraw...
Któregoś dnia uwierz we mnie...




Będę prawdziwa- bo są tacy, którzy mi ufają...
Będę czysta- bo są tacy, którzy troszczą się o mnie...
Będę silna- bo wiele trzeba wycierpieć...
Będę odważna- bo trzeba odważyć się na wiele...
Będę przyjaciółką wszystkich wrogów i tych, którzy nie mają przyjaciół...
Będę dawać... i zapominać o darze...
Będę pokorna- bo znam swoją słabość...
Będę patrzeć w górę... i śmiać się... i kochać... i upadać... i dźwigać !!"




To własnie z Tobą odeszły anioły,
złożyły skrzydła
wyszeptały "dobranoc"
przemarzniętymi ustami
ogrzewały dłonie oszronione
Nad morzem ognistym
I nikt nie podał im gorącej herbaty..
To właśnie z Tobą odeszły anioły
skute żelaznymi kajdanami
martwym pochodem
maszerują drogą nieczułości
zapomniały już jak się lata
a ludzie tylko szeptali:
"patrz tam idą anioły"
Anioły, które odchodzą.




Czasem jest pełno ludzi po to
aby głębsza była samotność
tak bardzo jestem sama
że nawet mnie ze mną nie ma
może sprosić wróble okruchami
może zmarłych odpoczywaniami
wierna tylko noc i ciemność
obiecuje że zostanie ze mną




...ciągle jeszcze istnieją wśród nas anioły
nie mają wprawdzie żadnych skrzydeł,
lecz ich serce jest bezpiecznym portem dla wszystkich,
którzy są w potrzebie,
wyciągają ręce i proponują przyjaźń...




"Between the idea and the reality
Between the motion and the acet
Between the conception and the creation
Between the desire and the spasm
Between the everything falls the shadow
this is the way the world ends"

***

Pomiędzi ideę i rzeczywistość
Pomiędzy zamar i dokonanie
Pomiędzy koncepcję i kreację
Pomiędzy pożądanie i miłosny spazm
Pomiędzy wszystko pada cień
I tak sie właśnie kończy świat




"There's nothing in my heart, No value any more
The redness od my blood, Is just a kind of joke
And I want to forget, As often as I can
There's nothing in my heart, No value any more"


***

Bo nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart
A czerwień mojej krwi to tylko jakiś żart
I zapomnieć chcę tak często jak się da
Że nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart




"I know someday you'll have a beautiful life,
I know you'll be a star
In somebody else's sky, but why...Why...why can't it be,
why can't it be mine"

***

Wiem że kiedyś będziesz miała cudowne życie,
Wiem, że będziesz gwiazdą
Na czyimś niebie, ale dlaczego... Dlaczego...dlaczego nie
będzie to moje niebo?




"Biedny mały anioł,
Skuliwszy się w kącie Nieba
Ocierał swe łzy skrawkiem skrzydła.
Łkał cicho,
Niewidzialnie…
Wstydliwie…
Jakże był piękny
W tej swojej słabości…
I tylko mała dziewczynka
Wtórowała mu w tej żałobie…
Za niespełnionym marzeniem…
Za przegrana walką…
Za utraconym życiem…"




"Kiedyś pozwalałeś mi latać
i wzbijać się, aż do słońca,
pozwalałeś mi biegać w deszczu
i śnić w świetle księżyca...
Teraz muszę klęczeć przed Tobą
ze związanymi rękoma,
ze spuszczoną głową
przykrywając oczy włosami
i nie mogę pobiec dalej,
by zapomnieć..."




Zobacz jak pięknie jest
Po prostu zabić się z miłość

Widzisz na co mnie stać
Uciekam w śmierć
Oddycham nią
Ale ciągle nie wiem co
Było ze mną nie tak
Zostawiam siebie
Ty tak zrobiłeś
Wcale nie czuję że mi przykro
Może tylko trochę boję się
Nie jestem taka by mną pomiatać
Ale powiedz czemu ja
Byłam gorsza od niej




Popatrz na mnie właśnie teraz
Popatrz na to jak umieram
Popatrz jestem tak piękna
Gdy odchodzę tak daleko
Rozwiany włos
Blada twarz
Nie będziesz więcej znęcał się
Oddaje teraz swoje ciało
Ona strawi je dokładnie
Kocham cię
Ratuj mnie
Zimno mi
Ciemno jest
Tutaj wcale ciebie niema
Nie mogę wrócić jest za późno
Błagam przyjć zabierz mnie
Umieram umieram umieram umieram




Dla Ciebie pomalowałam moje rzęsy,
Choć tak bardzo nie cierpię ich zmywać.
Dla Ciebie moje usta są koloru róż,
Dla Ciebie zapaliłam świeczkę i czekam . . .
Świeczka wypaliła się . . .
Tusz rzęsistymi łzami spłynął po twarzy,
Usta przestały się uśmiechać,
Z ostatnią iskrą zgasła nadzieja -
Zapadła ciemność . . .




I nagle skończy się to wszystko w co wierzysz ... Co kochasz zasypie śnieg ... Dziki uniesie Cię wiatr ... Upuści Cię nagle ... Uderzysz !!! Ufałeś mu tak ... Ale Ty nigdy nie poddasz się ... Nie wierz nigdy nie ... W tych co ciągle udają i ciągle uśmiechają się ... Nie wierz nigdy nie ... W to niebo , które zawsze niebieskie jest ... A ty nigdy nie poddasz się ... Chcesz zabić i zniszczyć, zniewolic nienawiść ... Ja też !!!




Słowa me uplotły łańcuch
I obiecały słodki smak kary
Za wszystkie grzechy moje
To nic, to tylko chwila
By pochować moje szepty
Tonę w kołysce nieczystości
Przykrytej płaszczem z łez
Usłanej z czarnych róż rozpaczy
Zamykam oczy i w sen zapadam
W którym pełno szczęścia jest
Kiedyś myślałem że dobrze wiem
Teraz me życie jest głupim snem





Ta noc chyba nigdy się nie skończy
Leżąc na łożu, prawdę tylko widzę
Ludzi mi bliskich i nieznajomych
Kłamstwem naiwności niby przedstawionych
Tych którzy płaczą wciąż bezustannie
Z wielkiego chaosu szukając wyjścia
Bo prawda nie boli, prawda zabija
A nic w tym świecie nie jest za darmo
Odejść i zasnąć, zapomnieć o wszystkim
O ludziach, trudach, życiu niegodziwym
Widzę jak często giniemy we mgle
Lecz Ty mówisz mi, że "piękny ten świat"
Więc chciałabym zostać sennym marzeniem
W królestwie chaosu zwierciadłem duszy
A Ciebie obdaruję takim życiem jak moje
Wtedy przyjdą sępy, rozerwą Twe ciało
Znajdą przestrzeń gdzie zadadzą nowy ból
A Ty tęsknić będziesz wiekami za śmiercią




Tam, gdzie jest nasza niemoc, tam też jest siła.
Tam gdzie jest nasza nędza, tam też jest nasza wielkość.
Tam, gdzie jest ciemność, tam także panuje światło...
Jednak tylko wiara może nam o tym powiedzieć i jedynie nadzieja pozwala nam to usłyszeć.




Aniele mój powiedz,
Czy możesz schować mnie w ramionach?
A w skrzydłach swych osuszyć znów moje łzy
Niewiele powiem Ci
Czujesz sam
W niebiosach łatwiej jest trwać oddychać niebem
Tam zabierz nas...
Aniele mój Ty przecież mnie jedną masz
I mnie ochronisz za grzechy niech życie ukaże mnie
Ty przy mnie zawsze bądź chociaż wiem, me niebo daleko jest
Więc nie wpuszczą jeszcze mnie
Jeszcze nie...
W ciemną noc modlitwy krzyk zostałeś tylko Ty
I deszcz na twarzy mej
W ciemną noc nie wierzę już
Choć trzepot skrzydeł znów do snu kołysze mnie
Aniele mój czasem nie wierzę w Ciebie
W samą siebie też wiary brak
Zraniłam wiele serc lecz nie opuszczaj mnie
Czuję strach, że to nie ostatni raz popłynie czyjaś łza, gorzka łza... W ciemną noc modlitwy krzyk
Zostałeś tylko Ty i deszcz na twarzy mej
W ciemną noc nie wierzę już
Choć trzepot skrzydeł znów do snu kołysze mnie





Maybe I'm crazy..
Maybe I'm lost..
Maybe I'm not..
Maybe I'm too far to get home!
You think You know what she's about,
but actually You don't.
You think You know what she's feeling,
but You have no idea.
At first she'll let You in,
but then shut You out.
When You think she's happy,
Her feelings tear her up.
When she smiles to the world,
She cries to herself.
Can't You see,
That all I she wants to do,
Is Leave this world right now.





Ich nigdy, nigdy nie było
Nigdy nie było, nigdy nie było
Miłości nigdy nie było
I Ciebie nigdy nie było
Miłości nigdy nie było
Nas nie było...
Ich nigdy nie było...
Tu gdzie jestem już nikogo nie ma
Tak jak kiedyś powiedziałeś zostałam sama
Chcesz wiedzieć jak jest?
Tu gdzie jestem już nikogo nie ma...




"Idąc ulicą...
gubię łzy...
są takie gorące i takie ciężkie..
Idąc ulicą...
krew kapie z moich rąk...
nie czuje bólu...
idąc myślę o niczym...
mój wzrok skierowany gdzieś w dal...
Krew zmieszana ze łzami kapie na chodnik..
Zakrwawiona, skopana..
słaba..niekochana..
idę...
Idę odzyskać to co mi zabrano
szczery uśmiech
szczęście...
Wiem ze jest gdzieś tam...
i czeka na mnie..."




Bo ja się uczę
największej sztuki życia,
uśmiechać się zawsze
i wszędzie
bez rozpaczy znosić bóle
i nie żałować tego
co przeszło
i nie bać się tego
co będzie...




"Empty vessel under the sun
wipe the dust from my face another morning black sunday
coming down again I'm coming down again"




"Szczątki paznokci zanurzają się z sykiem w bezduszności mej twarzy ,
pozostawiając puste wgłębienia nieczułości.
Czy doprawdy tyle przemocy trzeba by zetrzeć dwie symetryczne strużki spływające tak jednostajnie?
A w tych korytach , do złudzenia wręcz lochach czai się pył.Pył z ognia , który płonął tej nocy...
Ognia , w którym spłonęłam.




"Empty vessel, empty veins,
empty bottle, wish for rain
that pain again wash the blood off my face,
the pulse from my brain
pain again... and I feel that pain again"




Każdej nocy umieram na nowo ,
modląc się do nieodkrytych jeszcze zdolności mego umysłu
aby tym razem przasność światła nie wyparła mistycyzmu nocy.




"I'm looking over my shoulder cos millions will whisper
I'm killing myself again
Maybe I'm dying faster but nothing ever lasts"




I am lost in the darkness of the night
without the light of your love.
But with the glimmer of morning
dawns the thought
that we are one ...
and I am born again.




Jestem aniołem
ze skazą smutku na skrzydłach
splątane mam ręce
sznurem zapomnienia
Jestem aniołem
przybyło mi lat
czas wszystko zmienił
prócz miejsca mojego istnienia
a nim jest loch w ciernistym mroku
Jestem aniołem
wciaż jeszcze bez nadziei czekam
czy ktoś mnie jeszcze pamięta?
Nagle zrywa się wiatr
porywa wszystko
w końcu zostaję wyzwolona
Rozwijam skrzydła i frunę
do szczęscia spełnienia
choć już nie pamiętasz mnie
Jestem aniołem
Minęło lat 1000
...
wciąż czekam...




Aniele o mocnych łydkach unosisz rozpostarte skrzydła - eterycznie zawieszone spojrzenie w ponadchmurnej przestrzeni Złe uczynki ważysz na szali wniebowstąpienia Aniele zielonego ogrodu żaby, dżdżownice, mrówki pod ciepłą chronisz stopą Bukietem malw i słoneczników zetrzyj z oblicza ziemi bezdomny płacz - rozepnij wachlarz nieba




Pytałeś czy Anioł może latać z jednym skrzydłem czy Niebo i Kosmos stanowią jedność Mówiłeś miłość i przyjaźń dwa skrzydła Anioła unoszą nas wysoko ponad ziemskie niwy Mówiłeś przyjaźń jest iskrą miłości a potem zamilkłeś jakbyś po Wielkim Wybuchu zobaczył Adama i Ewę




Największa rzecza na swiecie jest umieć należeć do siebie ... swe mysli kierować po swietle i czytać palcami intencje . realnosć tu nie ma znaczenia ... i tak ukradła ja cisza ... lecz wiara buduję to życie, i stawiam donieczke ze szczęsciem tuż przy utraconej nadzieji, by znów zakwitła marzeniem i okryła placzami umarłe sekundy ...




Złóż głowę śpiącą, kochaną, Ludzką na moim ramieniu Niewiernym; w myślących dzieciach Czas trawi śpiesznym płomieniem Urodę, każdemu z nich daną Inaczej, i zżera je lękiem; Ale ja chcę do świtu w objęciach Mieć to żywe stworzenie, pełne Winy, niestałe, śmiertelne, Lecz dla mnie skończenie piękne. Bez granic jest dusza i ciało: Kochankom, kiedy w omdleniu Conocnym leża pod okiem Łagodnej planety Wenus, Jej blask śle wizje nietrwałe Wszechwładnej miłości, obrazy Nadziei wiecznie wysokiej; Sny, w abstrakcyjnej wersji Budz±ce i w chudej piersi Pustelnika zmysłowe ekstazy. Pewność, wierność nie trwa nawet Doby; zgaśnie przed północą Jak cichnący dzwonu głos, Znów modni maniacy wzniosą Swoją pedantyczną wrzawę I wróżba z kart nas postraszy: Trzeba spłacić każdy grosz Kosztów, długów i rachunków; Lecz skarb nocnych pocałunków Wartości rankiem nie straci. Piękność, północ, przywidzenia Wszystko niknie; niech wiatr brzasku Nad twą głową, która śni, Zbudzi dzień tak pełen blasku, By wzrok i puls śpiewał pean światu, który pędzi w śmierć; Znajdziesz i w pustyni dni Mannę mimowolnych mocy, Znajdziesz i w zniewadze nocy Miłość wszystkich ludzkich serc.




Czarne pnącza na murach oziębłych
w niebo w rosłych pazurem jastrzębim
nocy wyłom w księżyca blasku
tak dziwnie lekkim
w swej bieli - gołębim
w zwodniczo rozkwitłej jasności
złowieszczo mglista poświata
to dusza i serce ciemności
to ostateczności jest data
strzeliste okna katedry
komnaty wyryte cierpieniem
w cieniach sal tortur tonące
kolumny skrwawione milczeniem
brama jak wstęp do wieczności
strzeżona przez Charona straże
hadesu rzeka nicości
spowite blaskiem ołtarze
wśród cieni harpie koszmarne
mgły opętańcze Anioły
grobowej ciszy - postacie mocarne
tęsknotą suto zasłane stoły
nietoperzy wisielczy trzepot
zimnego marmuru tafle
- strachu chłód - sumienia pot -
witraży prześwity bezbarwne
łzami zmrożone postacie
pękające ściany - symbole minionych lat
drzemiące ślady istnienia
to świat ...
mej duszy gotycki - samotny świat ...




Wplotłeś zmysłowość dotyku w moje włosy. Zawisnąłeś tkliwością na moich rzęsach, susząc łzy rozpaczy. Musnąłeś goracym oddechem, gasząc rozsądek ujęty w słowach. Rozchyliłeś pożadaniem spragnione usta... i wniknałeś we mnie swa niewypowiedzianą miłością. Obudziłeś uspioną kobiecość. Aż wpuściłam Twe myśli nieczyste do swojej alkowy. Położyłam delikatnie obok siebie na marzeń pościeli. Otuliłam kołdrą tęsknoty i nadziei. Zamknęłam je w sobie... I pieściłam, pieściłam z rozkoszą myśląc o Tobie.




wiersz z Krainy Aniołów

Tonie płatek w ogromie białego puchu
Tonie statek w bezkresnych wodach oceanu
Tonie nadzieja w świecie pełnym kłamstw i nietolerancji
Tonie miłość w czarnej studni zdrady
Tonie przyjaźń w fałszywych uśmiechach i zazdrości
Toną ludzie we własnej krwi
Toniesz ty w rozpaczy jutrzejszego dnia
Toną Anioły w mroku i bólu świata
Tonę ja w bezdennej przepaści życia
Utonął świat.
"I znowu Bóg nieczego nie zauważył"



Skrwawione ręce, opalone skrzydła -
Anioł słyszał - "Odejdź! nic nie wskórasz!"
I nie błyszczą srebrne w słońcu pióra,
Lecz czarna wstaje przeciw chmurze chmura...



"śmierć?? nie, to coś o wiele gorszego...
Widzisz... można istnieć bez duszy, jak długo ciała mózg i serce.
Ale nie ma się świadomości samego siebie, żadnych wspomnień...
Nic.
I nie ma żadnej szansy na ozdrowienie.
Po prostu się... ISTNIEJE i tyle.
Jak pusta muszla.
A duszy nie ma...
Jest stracona na zawsze..."



wiersz z Krainy Aniołów

on...
mówisz zabij mnie !
to Twoje marzenie ?!
ja mówię nie!
ja potrzebuję Cię
nie znam Cię prawie
ale czuję...chcę poznać
chcę sie utopić w przyjaźni stawie
chcę tonąć razem z Tobą
teraz musisz żyć
ja znam Cię chwilę
ale przyjaciółką Twą chcę być
żyj to wystarczy, tylko tyle
a może aż tyle...
życie, trudna sztuka łatwiej jest istnieć,
jesteś tylko tyle więc żyj,
moja dusza takiego Anioła szuka....
Kolejny płomień dnia dogasa w Tobie








Created by Akia