światło w głebi mojej duszy
mala iskierka zaraz sie wypali
mrok zakrył moje wnętrze
ciemność tam w środku zadomowila się
i chyba dlatego nie odczuwam smutku
niczego nie żałuję
nawet wtedy,gdy zyję z upartą świadomoscią
że byłeś dla mnie wszystkim,ja dla Ciebie niczym
teraz lubię,gdy odwiedza mnie moja tęsknota
dleikatną dłonią cieszy dotykając wspomnień
chcę powoli w zupelną ciemnosć się wtulić
chcę być zapomniana,nie istnieć dla was wiecej
nie chcę tego serca co jeszcze szczątami coś czuje
tak mi ciemność nakazuje więc tak zrobię
lecz,gdy otwieram oczy,płaczę bo widzę
wszystko co tak boli
to ból mojego istnienia
smak krwi
gdy z miłości uczucia szaleją
gdy serce z rozumem się brata
z największej pokory niezgoda
z myśli szaleńczej - śmierć
Gdy słowo nieszczęścia w ciele utula
dotyka skradzionej przeszłości
i z gwiazd krwawą wyczytuje przyszłość
o losach niedoszłych bojów
gdy z ust wydobywa się krzyk cierpienia
a demon w obolałym ciele szaleje
kochanek pytanie zadaje...
Czy jest coś gorszego od nieodwzajemnionej miłości?
przez całe życie szukałem ludzi,
lecz gdy ich w końcu znalazłem,
sam zapomniałem jak być człowiekiem
a upadłszy z jednej dłoni takim już aniołem pozostałem...
jakim że Aniołem czy człowiekiem jestem
skoro nie potrafię nawet bronić i pomagać ludziom?
czy ja myślę czy to tylko pieprzone złudzenie?!
złudzenie
że żyję
to coś co mogę nazwać życiem
bo tylko życie
to pieprzone złudzenie
które nie istnieje
tak jak i ja nie istnieję!!
nieprawdziwym snem śnię
i nie czuję smaku życia
zapach słów uciekł w mrok ciszy
nieprzerwanej łez tysiącami...
krętą ścieżką podąża mój ślepy cień
poznaje dobro i zło
w krzykliwych znakach cierpienia
chcę w krwi utopić swoje smutki
lecz widok ran większy ból przynosi
nikt widoku ich nie zniósł
więdnących samotnie kwiatów
one płaczą płatkami
ja - marzeniami...
krew z ramion Twoich starli
zacierając ślady swojej nienawiści
w atmosferze unosi się
dym palonej nadziei
wolność zakuli w kajdanki
dobro zawisło na szubienicy
pozwolili oddychać rozpaczy
nie poznaje cię świecie
tkwisz w martwej zadumie
jakby ktoś zagładę pod Twe drzwi złożył
nie wierzysz własnym oczom
-oceanom w których utopiłeś marzenia
widmo śmierci spaceruje naszymi ulicami
zabiera dzieci bawiące się przed domem
staruszków siedzących na ławce
zakochanych, szczęśliwych, niewinnych...
zrób coś

"krople mroku"
czarne pnącza na murach oziębłych
w niebo w rosłych pazurem jastrzębim
nocy wyłom w księżyca blasku
tak dziwnie lekkim
w swej bieli - gołębim
w zwodniczo rozkwitłej jasności
złowieszczo mglista poświata
to dusza i serce ciemności
to ostateczności jest data
strzeliste okna katedry
komnaty wyryte cierpieniem
w cieniach sal tortur tonące
kolumny skrwawione milczeniem
brama jak wstęp do wieczności
strzeżona przez Charona straże
hadesu rzeka nicości
spowite blaskiem ołtarze
wśród cieni harpie koszmarne
mgły opętańcze anioły
grobowej ciszy - postacie mocarne
tęsknotą suto zasłane stoły
nietoperzy wisielczy trzepot
zimnego marmuru tafle
- strachu chłód - sumienia pot -
witraży prześwity bezbarwne
łzami zmrożone postacie
pękające ściany - symbole minionych lat
drzemiące ślady istnienia
to świat ...
mej duszy gotycki - samotny świat ... .
życie to piekło,
w którym smażą sie ludzie.
niebo to raj,
w którym odpoczywają Anioły....
nad głową mam
aureole i złocisty pył
u ramion jasno-białe skrzydła dwa
czy to ja
czy to ja
jaką mam dla Ciebie być
a jaką sama chcę istnieć
chyba wiem chcę pozostać właśnie taka
idealna, doskonała
mimo, że mnie sobie tylko wymyśliłeś
więc jestem kim? która z nas jest ta idealna, a która realna
u ramion skrzydła mam dwa
nie to nie mogę być ja
odziana w szatę białą
to nie jestem ja
myślę tylko skąd mogę ja znać?
tak bliska mi lecz nie ja
wymyśliłeś mnie, ustaliłeś jaka mam być
więc która z nas na pewno żyje
na pewno jest
"chodząc po ludzkich grobach
myśląc o nich i o Tobie
walczyłam z samą sobą
poddać się? pytanie.
nigdy!
tylko Ty możesz mnie stąd zabrać.
zabrać tam gdzie już zawsze będzie nam razem dobrze.
unieść się do nieba, na skrzydłach
tęsknoty.
zaszywając usta nicią złotą
aby odgłos echa krzyku się nie roznosił.
wierzyć w czas lepszy,
w jego nadejście.
pluć w twarz wrogowi
który sypie piaskiem w oczy
wierzyć w niebo i ziemię
na grobach zapalić świecę.
i wierzyć...
i w wierze..."
łzy anioła
oczyszczają obarczoną duszę
koją wlewane w nią uczucia
rzeką sprzecznych emocji
podsycając płomień
wydają me światło
z pośród gęstej mgły
czując Wasze myśli
słysząc słowa
trwam
wlewane żale
zamykam w spokojnej toni
ofiarowując
cienką nić zrozumienia
ukazuję jedną z wielu dróg
do wewnętrznego spokoju
wylanych łzami anioła
czarne dziury czasoprzestrzeni
niespokojny umysł
książe białego złota
otwiera księgę nieskończoności
serce trawi ogień zniszczenia
pod taflą jeziora słów
góra śpiących węży
upadłego słońca cień
powiew wiosennego świtu
zagubionej gwiazdy ślad
szlakiem wylanych łez
Czarne Anioły
On dziś cierpi mym cierpieniem,
krwią naszych ofiar płacze
Czemuż myśmy ich zabili?
Przecież to niewinne dziecię płacze
Białe, ciepłe
dobre duchy
Już nie lękam się Was....
My czarne anioły...
Nie zniszczycie Nas...
Z prochów Naszych powstaną nowi...
Nie pozbędziecie się Nas...
My czarne anioły
zniszczyliście Nas
Lecz już Was nie ma
I wiedzcie jesteśmy wygrani...
A wy przegrani
To my triumfujemy wśród gwiazd
Walka była długa i męcząca
Anioły pokoju zamieniły się w Anioły śmierci
Brutalne mordy toczyły się na zamku
gdzie Bóg miał do tego nie dopuścić
Szatan swój śmiech drwiący srogo rozpoczął
Cóż począć mogłam ja wśród
Czerwonej krwi na białych szatach?
Wzięłam miecz
Zabiłam szatana
Anioły które zabijały musiały cierpieć
Zostały ludźmi
Cóż za zniewaga...
Ja sama nie wiedziałam
znów wróciłam do siebie
Lecz za nim tego dokonałam
Zostałam gdzieś daleko wysłana
Długo błąkałam się
po świecie nienawiści
Przemiana Aniołów
Bóg wystawił nas na próbę
Między złem koniecznym
A dobrem serc naszych
Poranek był to całkiem ładny
Na niebie nie było już żadnej gwiazdy
Słońce świeciło białym blaskiem
Śnieg padał wtedy jak i każdym rankiem
Polecieliśmy wnet na zwiady
My wtedy jeszcze nie ludzie
Przez szorstką, a jakże zarazem miękką
Mgłę musieliśmy się przebić
Pamiętam tyle...
Nagle słyszę
Krzyczy ktoś, że nas wybije
Szybko obróciłam wojskiem całym
Pióro czarne poleciało z mych białych skrzydeł
Wśród Aniołów to zły znak
Toczyć walkę zaczęliśmy na próżno
Gdy przeciwników - ludzi
Zniszczyć się nam udało
Bóg stąpił z Niebios i powiedział:
Od tej pory jesteście
CZARNYMI ANIOŁAMI
Za to co żeście uczynili, ludźmi być będziecie
Jakże Boże to sroga kara!
Ludźmi, najgorszymi istotami
Dobrze będziemy nimi jeśli tak powiadasz
Od tej pory wojsk już nie ma
Ludźmi się staliśmy słusznie
Za śmierć tym razem niewinnych
Teraz czekam na powrót do domu
By znów czuć zapach Nieba
"Ginę, powoli tracę siłę...
Nicość codzienności zabija mnie...
Odbiera mi siły, sens życia...
A kiedy nicośc ta znika...
Zostawia w mym sercu chaos, zamęt...
Wtedy wiem kim jestem...
Czuję nicośc, pustkę...
Mówia, że jestem niepowazna...
Ale to jest moja linia obrony...
Bez niej bym zginęła...
Mówią, że jestem popierdolona...
Tak ma być! Żeby oni uważali, że są normalni...
Ktos musi być świrem...
Ja nim jestem...
Jestem samotynym świrem, który powinien leczyć się u psychiatry...
Apogeum nadejdzie z chwilą śmierci...
Wtedy to odsłonię się i zdejmę pancerz...
Widok ten będzie przesladował ich do końca...
...A pewnego dnia odejdę...
I tysiące twarzy będzie stać...
Nad moim grobem...
Tysi±ce kłamliwych łez...
I deszcz kapiący na moją trumnę...
To niebo...
Tylko ono mnie znało...
Tylko ono płacze tak naprawdę...
Inni się rozejdą zostanę sama...
I tylko moje myśli...
A i Ty zapomnisz i będziesz żył dalej...
Teraz wiem, jak czuje się...
Biała kartka pozbawiona treści...
Pozostaje nam czekać, aż pewnego dnia...
Zostanie napełniona po brzegi...
Atramentem serca...
...Nie mówię nic i odchodzę...
Odchodzę nie żegnając się...
Nikt nie płacze, choć odchodzę...
Nikt nie krzyczy: ZOSTAŃ...
Bo tylko ja odchodzę z tego świata...
I nikt inny..."
Ostrym szkłem przecinam nadgarstek
Ciepła krew kapie na podłogę
Oddech zwalnia
Chowam oczy za powiekami śmierci
Już nikt z pomocą nie przyjdzie
Bólu nie czuję
Odlatuję w odmęt wieczności
Odeszłam...
Stygnące ciało pozostało na ziemi
Pozbywam się jego ciężaru
Otwieram oczy daleko z tąd
Otwieram w raju
Leży na ziemi... szklistym wzrokiem, wpatruje się w niebo.
Nie pamieta! Było one jego życiem... nie pamięta...
powrotu...
Pozostanie wśród ludzi na wieki...
Skaził się ich cierpieniem
Nie promieniuje anielskim blaskiem.
Zszarzała twarz, nabiega łzami...
Załatany człowiek
Żyje dalej.
Wpojono jej śmiech..na nowo...
Nakarmiono nadzieją.
Dano duszę czystą, naiwną...
Jak małe dziecko, poznaje prawdziwy świat.
Dawne znamie, blizny cierpienia...
One nie dają, zapomnieć!
W dni smutku, płaczą, szklistymi łzami...
Dzisiaj w nocy wyrzekłeś się mnie
Kara cię nie minie!
Sprowadzę na ciebie plagę, sprowadzę ból i płacz
Moje serce nie zna litości!
Moje serce niczego się nie boi...
Podetnę ci gardło spragniona twojej słodkiej krwi
Będę patrzać jak się kończysz jak wychodzi z ciebie dusza
Moje srece nie zna litości!
Moje serce niczego się nie boi...
A gdy spytasz- dlaczego?... Z pieprzonego uczucia!
Z mojej chorej miłości
Moje serce nie zna litości!
Moje serce niczego się nie boi!
Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił,
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
Po części bowiem tylko poznajemy,
po części prorokujemy.
Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem dzieckiem,
mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko,
myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
wyzbyłem się tego, co dziecięce.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość
- a z nich zaś największa jest miłość.
Apel do istot kochających
"Jesli wiesz jak calowac
okalecz swoje usta
Jesli wiesz jak dotykac
odetnij swoje rece
Jesli wiesz jak patrzec
wydlub sobie oczy
Jesli wiesz jak kochac
odejdz ode mnie
Jesli nie wiesz tego
zostan ze mna na wieki"
Uśpię swe zmysły
Nie widzę... nie słyszę... nie...
Zamknę swoją duszę w klatce
Nie pozwolę jej śnić, marzyć... nie pozwolę...
Przywiążę swe serce liną do duszy,
By nie pragnęło... nie kochało... kochało...
Aniele Boży, Stróżu Mój...
Pozwól mi...
Ona umiera... inna się rodzi...
Stoi samotna patrząc w puste okno
Noc przynosi złe wspomnienia...
Zamknięta w czterech ścianach
Szuka wyzwolenia.
Zabrakło łez.. blask w oczach zgasł...
Zamknięta w swym umyśle
Prowadzi własne życie
Nie świadoma co się wokół niej dzieje
Nikomu nie znana.. nikomu nie zrozumiana...
Zamyka oczy.. zapada w sen...
z którego nie dane jej się już budzić
Rzeka krwi uniosła Ją w nowy świat
Tam Ona się śmieje... radosna jak nigdy!
Tu wszyscy płaczą i patrząc w niebo pytają
Czemu Ona odeszła?
I czy kiedyś wróci...
W szczelinach rozerwanej skóry
gromadzi się krew
Widziałeś wszystkie blizny
na mych rękach
Dlaczego pozwolileś
by i z Twojego powodu
znalazła się tam
jeszcze jedna...?
Pierwsza tabletka
By ból minął...
Druga tabletka
Bo pierwsza nie chce działać...
Trzecia tabletka
By Zapomnieć...
Czwarta tabletka
By nie myśleć...
Piąta tabletka
By poczuć się błogo...
Szósta tabletka
By zasnąć...
Siódma tabletka
By się już nie obudzić...
Wiem nie byłeś tego wart
Chociaż dziś odchodzę
Kocham cię
Teraz kiedy tracę puls
Umieram po raz pierwszy
Nie wiem jako to jest
To się dzieje w mojej krwi
Zobaczę czy tak boli
Czuję że tego właśnie chcę
Klęcząc obok twoich strup
Pogrążyłam siebie
Nie mam już swojej godności
Moja miłość....
Bezsensowna....
wierna tylko marzeniom.... których nie ma...
ufna nadzieji.... która ulecialą
całkiem bez przyszłośći....
Moja miłość nieodwzajemniona.
Dla Ciebie już nic nie znacze.
Poddałam się.
Znikam.....
Znikam z Twojego życia. Zgasiłam iskierke....
Moze kiedyś jeszcze zapłonie?może...
Moze jeszcze bede kiedyś szczęśliwa?
wątpie...
Nie bez Ciebie...Kocham Cię. banalne...
A moje serce bije bo musi....
Potoki łez...czasami aż ich brak.
To ja...to Tylko ja....
udawaj że mnie kochasz..
nie rozczarowujmy świata..
a gdy przyjdzie jego koniec..
niech się kończy nieświadomy..
udawaj, że mnie kochasz..
bym mogła spojrzeć w oczy tym... którym przyrzekałam.. że nic nas nie rozłączy..
okłamuj mnie z całej siły.. bym się nie domyśliła, że nas już nie ma..
jeśli zechcesz odejść ode mnie
nie zapominaj o uśmiechu
możesz zapomnieć kapelusza
rękawiczek notesu z ważnymi adresami
czegokolwiek wreszcie - po co musiałbyś wrócić
wracając niespodzianie zobaczysz mnie we łzach
i nie odejdziesz
jeśli zechcesz pozostać
nie zapomnij o uśmiechu
wolno ci nie pamiętać daty moich urodzin
ani miejsca naszego pierwszego pocałunku
ani powodu naszej pierwszej sprzeczki
jeśli jednak chcesz zostać
nie czyń tego z westchnieniem
ale z uśmiechem
zostań
Szklanka... do połowy pusta
Boję się
Twoich gestów i głosu
Swojego wzroku i słów
I tych wszystkich spalonych mostów
Tego że nie ma powrotu już
Coś zostało powiedziane
Słowa niesie wiatr
A ja zdjęłam obojętności płaszcz
Z deszczem i łzami spłynął sztuczny image
Szklanka... po do połowy pełna
Chcę
Tak bardzo pragnę przestać się bać
Spod fluidu gierek i udawania
Wygląda spłoszona twarz
Ja... to jestem prawdziwa ja
Zdjęliśmy wszystkie maski
Więc teraz nie wypada nam grać
Dziś już wiem że nawet gdyby było to możliwe
Nie chciałabym by cofnął się czas
Szklanka.... stłuczona
Strąciła ją dłoń
Próbując schwycić rozsądek
Ale on się obraził i poszedł stad
Odłamki szkła utkwiły w sercach nam
I czasem będę płakać poczujesz jak tężeje ciało
Zobaczysz w moich oczach strach
Będę uciekać krzyczeć będę się bać
Ale przecież wrócę gdy w pustym pokoju zostaniesz sam
Niosąc szklankę gorącej herbaty na której odcisnął się
złączonych ust naszych ślad
Za jeden most do Ciebie
Oddałabym dusze diabłu
By słowa rozsypane jak gwiazdy
Rozgryźć milczeniem
By zrozumieć ciszę w Twoich oczach...
Jeśli jest tak jak mówisz, to pokaż mi tą miłość.
Czemu jej nie czuje?
Jeśli kiedyś jeszcze pomyślisz, że mnie kochasz, to nie obawiaj sie wspomnień.
Pamiętaj, że gdy zapragniesz być przy mnie, ja będę tu na Ciebie czekać...
Jeśli masz juz dość życia i tych szarych, smutnych dni, wtedy pomyśl o mnie.
Pomyśl o mnie...
Prosze, nie zapomnij, że gdzieś tam daleko jest ktoś, kto pocichutku, na przekór wszystkim kocha Cie z całego serca....
Po drugiej stronie słysze Twój głos.
Jednak sa słowa, których nigdy nie wypowiesz.
Sa słowa, które ranią.
Sa słowa nieprawdziwe.
Słowa innych, które zniszczyły nas, nie dajac najmniejszej szansy.
Sa tez słowa, które musza istnieć bym mogła żyć.
Sa słowa, których nie da sie już cofnac i zapomniec.
Sa słowa których nikt nie jest w stanie mi odebrać.
Słowa, które mówiłes, że beda żyły w nas już zawsze.
Dzis wiem, że były to tylko słowa...
Oto ja na zawsze, jeden z zagubionych
Ten jeden bez imienia, bez szczerego serca za przewodnika
Oto ja na zawsze, jedyny bez imienia
Te wersy ostatnim wysiłkiem, aby odnaleźć stracone życie
Och, jakbym chciał, poczuć kojący deszcz
Wszystko czego bym chciał to marzyć ponownie
Me ukochane serce, zagubione w ciemnościach
Za nadzieje oddałbym wszystko
Mój kwiat, zwiędnięty pomiędzy, drugą i trzecią stroną,
Jedyny i wieczny rozkwit zaginął z mymi grzechami
Podążaj ciemną ścieżką
Śpij z aniołami
Wezwij przeszłość na pomoc
Dotknij mnie swoją miłością
I odkryj mi moje prawdziwe imię
Och, jakbym chciał, poczuć kojący deszcz
Wszystko, czego bym chciał to marzyć ponownie
Me ukochane serce, zagubione w ciemnościach
Za nadzieje oddałbym wszystko
Och, jakbym chciał, poczuć kojący deszcz
Och, jakbym chciał marzyć ponownie
Jeden raz o wszystkim i wszystko za ten jeden raz
Nemo, moim imieniem już na zawsze
Nemo żegluje ku domowi
Nemo poddaje się
Oh, jakbym chciał...
Z Tobą odeszły Anioły
Odeszły złe chwile i dobre
Odeszła wiara i miłość
Zbudziła się rozpacz
Zbudził się strach
Przybyła Moriena by zabić mnie w snach
Lecz to niej jej się lękam najbardziej
Gdyż ona tylko ukojeniem mych smutków została
Boję się Ciebie, gdyż wiem, że kiedy odwrócę głowę
I zapomnę o przyrzeczeniu
Ujrzę Cię tam niczym piękną zjawę
I pójdę wraz z Tobą
Zostawię swe życie rodzinę przyjaciół
Oni nie będą się liczyć...
Gdyż wtedy pomyśle sobie, że do szczęścia
Nie trzeba mi nic więcej
Tylko delikatnego dotyku Twych rąk
I słodkiego smaku ust Twych...
Lecz za każdym razem gdy się odwracam nie widzę Ciebie
Widzę ludzi, rzeczy...
Nicość
A chcę tak bardzo byś znów był ze mną
Że aż chorobliwa samotność
Rozpiera me serce
Kochać już nie potrafię...
Bo kochałam tylko Ciebie
Szczerze i prawdziwie
I tylko Tobie oddałam wszystko co mam...
Tak jak Ty oddałeś mi więcej niż masz...
Ty dobrze wiesz...
Czuwasz nade mną
Czuję to...
Ja zapomniałam już jak to jest
Śmiać się szczerze
Tak prawdziwie
Bez sztuczności...
Tak jak Ty to robiłeś...
Nie chcę byś dłużej mnie dręczył
Więc błagam Cię
Odejdź daj mi żyć!!!
Bo póki jesteś tu
Ja szczęścia nie zaznam...
Z Tobą odeszły anioły
Jest noc w ogromnym domu
Umierałem i wołałem do nich
Nie ma nas, nie ma nas
Nie ma nas...
Płynie miasto a ja w nim tonę
Białe mury upadły i koniec
Brud dookoła i sam na ulicy
Kiedy krzyczę, kiedy krzyczę
Nie ma nas...
I tak wszystko to co mam jest w naszych sercach
Nie ma nas...
Eli Lama Sabachtani, eli, eli...
Z Tobą odeszły anioły
Z Tobą odeszły anioły
Nie ma nas, zostałem sam, sam
Zostałem sam, sam...
czy anioł zlatuje na ziemię
z ramionami jak do uścisku
a zleciawszy wśród trawy drzemie
na szerokim wichrowym lotnisku
czy to chmura zapłonęła w górze
czemu rosa na trawach czerwona
anioł zleciał na płonącej chmurze
otwierając szeroko ramiona
czy anioł zlatuje na ziemię
z ramionami jak do uścisku
a zleciawszy wśród trawy drzemie
na szerokim wichrowym lotnisku
czy to chmura zapłonęła w górze
czemu rosa na trawach czerwona
anioł zleciał na płonącej chmurze
otwierając szeroko ramiona
Poznaj moj umysł... - A znajdziesz setki kul...
Poznaj moje serce... - A odkryjesz tysiace ran...
Poznaj ma dusze... - A zobaczysz miliony imion dla ktorych już nic nie znacze...
Poznaj moje mysli...- A zobaczysz jak trudno życ w samotnosci..
Rozpoznasz mnie wsrod tłumu?
Krwawe smugi na ścianie,
Plamy życia konania,
U stóp moich ciało,
Czerwień je oplata.
Obok żyletka bezwładna,
Na dłoniach dwie wąskie rany.
Bramą wolności zwane,
Przez innych hańbą przezwane.
Krzyż rzuca swój cień,
Anioł śmierci przybywa,
Uwalnia duszę zgubiona,
Bez sądu do piekła zabiera.
W jaskinie bólu i męki,
Sennych koszmarów stolicę.
Na nic ucieczka się zdała,
Wolność nie jest nam dana?
Przeobrażam myśli w rany krwawiące
Boli, ciągle boli me ciało spalone
Ja między krzyżami w pierwszym śniegu chodzę
W zadumie czytam napis na grobie
Tutaj wieczysty porządek ciemności
Jeden, ostatni nędzny sen człowieka
Tuż obok dziecko co klęczy nad życiem
Które kula z ołowiu przed chwilą skradła
Dlaczego tak bardzo mnie boli codzienność
Istnienie, przemijanie, odejście bliskich
Mierząc lodowatym spojrzeniem
Wyssałaś ze mnie całą radość
Zachłannością spragnionych ust
Szepczesz słowa mi nie słyszane
A ostrze się wbija w me łzy nieprzelane
Rysuje ścieżki na twarzy mojej
Zemstę słodką Ci przygotowałem
Bo łzy strachu nie przyniosą ukojenia
Słone łzy z twarzy powoli ocieram,
Co bólem pieszczą me otwarte rany.
Po uschłym ciele krople krwi płyną,
A dusza ma smutkiem zalewa się cała.
Gdy oczy otwieram wita mnie mrok,
Tak już znajomy, ukochany tak.
W mroku tym czarna rzeka kłamst płynie,
W których kąpałem najbliższych od lat.
I drzewa cierpienia tuż obok wyrosły,
A między nimi ustawione trumny.
W nich leżą ludzie, ofiary moje,
Które z mej rzeki zaczerpnęły łyk.
Wybaczcie więc dzisiaj za grzechów tyle,
Na pożegnanie rozgrzeszcie mnie.
Jam królem i sługą was wszystkich sie stałem,
Smutkiem ma dusza oplotła się.
Słodkie nektary życia spijając
Zabijasz mnie bez przyczyny
Poprostu tak dla porządku
Nie znając powodu i sensu - umieram
Gubiąc się w labiryncie nadziei
Wypatruję drzwi do obiecanego raju
Dusza ma błądzi w ciemnościach przez zło opętana
A myśli me zrywają się z nabitego gwoździa
Czy słyszałeś krzyk rozdzierający duszę?
Niestety, milczeniem nie da się krzyczeć
Marzenia me już przestały istnieć
A ja w ciemności odrodzę się na nowo
Mówili że nie jest źle na świecie
Że życie tak fantastyczne i piękne
Niepoprawni optymisci - dzień dobry, przepraszam
Malarze świata i impresjoniści
Byle więcej kolorów, by zamalować rzeczywistość
I ukryć swe twarze powykrzywiane od zawiści
Lecz także oni w końcu głowy pochylą
Zwykli, bezsilni i kłamliwi ludzie
W desperackiej ucieczce od rzeczywistości
Dalecy od bólu, dalecy od miłości
Biją ich tylko stwardniałe serca
By mogli przeżywać, by mogli brnąć dalej
Umiera świat, który nigdy nie istniał
Kończy się era, która nigdy się nie zaczęła
Przeszłość archaiczna, przyszłość abstarkcyjna
Odległe niczym szczury w dwóch końcach labiryntu
Żyje w tym świecie tak dziwnym dla mnie
Chciałbym jak Ty go normalnie odbierać
Dać się oszukać, pozwolic porwać rzece
Dołączyć do was marionetki naiwne
Lecz sam tak daleko, płaczę bezustannie
Ide przez życie z chaosu wyjścia szukając
(...)BÓG DOBRZE WIE
DLACZEGO DŁAWI MNIE WSTRĘT
DLACZEGO STRACH NABIERA MOCY I ZNIEWALA ROZUM
NA PEWNO KAŻDY CHOĆ RAZ
UTRACIŁ WIARĘ JAK JA
OBYM NIE BLIŻEJ STAŁA
SENNEGO DNIA W KRÓLESTWIE MROKU
(...) GINIE NADZIEJA I MOC
ROŚNIE APETYT NA ZŁO
ZWYCIĘŻĄ CI, CO NIENAWIŚCIĄ SILNI
SZYDZĄ Z INNYCH
NAD MIASTEM WYRÓSŁ JAK KRZYK
I ZAMKNĄŁ DROGĘ DO GWIAZD
OGROMNY WSTYD I STRACH PRZED CISZĄ
ETERYCZNĄ
MIMO ŻE ZGUBIŁAM SIĘ
MIMO ŻE ZABRNEŁAM W MROK
WYMIESZAŁAM Z BŁOTEM KREW
OCALEJĘ MIMO TO
TRZEBA UPRZYTOMNIĆ SOBIE ŻE
NAWET KIEDY WSZYSTKO STRACI SENS
ZNAJDZIESZ PRZESTRZEŃ GDZIE
WIELKA WIARA TŁUMI LĘK
I JEŻELI TAK MA BYĆ, ŻE POMIMO WSZYSTKO
JA WYDOSTANĘ SIĘ
TO CHYBA WARTO
WIERZYĆ
MIMO ŻE...
I nagle skończy się to wszystko w co wierzysz...
Co kochasz zasypie śnieg...
Dziki uniesie Cię wiatr...
Upuści Cię nagle...
Uderzysz!!!
Ufałeś mu tak...
Ale Ty nigdy nie poddasz się...
Nie wierz nigdy nie...
W tych co ciągle udają i ciągle uśmiechają się...
Nie wierz nigdy nie...
W to niebo, które zawsze niebieskie jest...
A ty nigdy nie poddasz się...
Chcesz zabić i zniszczyć, zniewolic nienawiść...
Ja też!!!
Wycinam kolejne znaki...
Choć czuje jak bardzo to boli...
Choć widzę jak krew z mych ran płynie...
Nie przerwę...
Swego natchnienia...
Co razem z żyletą po dłoniach lekko płynie...
Po fakcie ocieram ręce...
Z ran krwawych śladów...
Składam je równo w podzięce...
Że nie zabiłam się od razu...
Że tym razem, choć blisko...
Kresu życia byłam...
Powstrzymałam się...
Dlaczego?
Może w cos wreszcie uwierzyłam...
Może ostatni raz...
Szansę sobie dałam...
Wiem jedno...
Następny raz...
Końcem będzie i dla was...
Gdy znów sięgnę po zbrodnie...
Nie powstrzymam się na pewno...
Zginę...
wiersz autorstwa Fallen Soul...
Gwałcisz me ciało,choć wiesz że to boli...
Mówisz:"Wszystko będzie w porządku"
Ale ja wiem że nie będzie...
Nie będzie juz nigdy...
Twe słowa mnie ranią...
Wyrwałeś mi serce...
Kazałeś się kochać...
Dlaczego tak boli...?
Topię się we krwi...
Duszę się obłudą...
To nie jest złudzenie...
Czy potrwa to długo...?
Już się nie boję...
Juz mnie nie boli...
Niczego nie czuję...
Rana sie zagoi...
Płaczesz nad ma trumną...
Mówisz,że nie chciałeś...
Spróbuj to naprawić...
O tym zapomniałeś...
Kocham Ciebie bardzo...
Kocham ponad wszystko...
Choc me ciało umarło...
Ja zostanę...na zawsze...
Zmarła!?
Słabe iskry życia,
które tliły się jeszcze w jej oczach,
zupełnie znikły,
a zamiast nich pojawiło się puste,
niewidzące spojrzenie...
Miesiąc temu przecięła sobie nadgarstek.
Czy zrobiła to, bo chciała umrzeć?
Czy po prostu chciała zwrócić uwagę?
Jeśli naprawde chce umrzeć,
zostanie tam gdzie jest...
Jeśli chce żyć,
musi znowu się okaleczyć.
Ten pokój stanie się jej trumną.
Żyj lub umieraj...
Wybór należy do Ciebie!
Jak można żyć udając,
że jest się szczęśliwym!?
A ja...
Ja bym chciała gdzieś
w zakątku małym skryć się by,
nikt mnie tam nie odnalazł.
I umrzeć zapomniana.
Utkwiła w moim sercu.
Zraniła mnie moj± miłością
ukrytą w moim wnętrzu.
Strzeliła do mnie.
Żyletką, trzyman± w moim ręku.
Dziękuję...
A coż to...
krew?
To tylko moje życie,
ciepłe życie.
Przecieka mi przez palce
wypływa z mojego wnętrza...
Pod ciepłą,
krwistoczerwoną barwą.
Gaśnie kolejna zraniona dusza.
Zatapia się w rozpaczy zapomnienia.
Widzisz mnie?
Trzymasz mnie?
Kochasz mnie?
Spraw bym ożyła ponownie.
Zrań mnie to sprawi, że będę taka jak przedtem.
Zmieszam mój lęk z obojętnością.
Poświęć swe życie...
Śpij, ponieważ czuwam nad Tobą.
Spoczywaj w pokoju...
Nie chce Cię skrzywdzić.
Będę tu zawsze, kiedy będziesz tego potrzebować.
Patrz na mnie, kiedy czuwam nad Tobą.
Kochaj mnie dziś, jutro odejde...